Ein Gedi i mało uczęszczana oaza Wadi Arugat

Mitzpe Ramon zatrzymało nas troszkę dłużej niż planowaliśmy. Nie tylko dlatego, że sam Maktesz Ramon jest nadzwyczaj zjawiskowy, ale przede wszystkim właścicielka i przewodniczka Lee z The Green Backpackers służyła radą i znajomościami. To dzięki niej udało się wynająć auto u Rosjanina Alexa, którym dotarliśmy nad znane nam z poprzedniej podróży Morze Martwe, a teraz do głównego punktu programu była oaza Ein Gedi.

Ein Gedi – dwie oazy pełne wytchnienia

Ein Gegi jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc nad Morzem Martwym. Nie bez powodu! To najbardziej magiczna i zapierająca dech w piersiach oaza w Izraelu, co więcej druga co do wielkości w tym kraju. Nazwa pochodzi od wybijających w kanionach i pod skałami źródeł słodkiej wody. To również jedno z nielicznych miejsc w Izraelu, w dodatku na Pustyni Judzkiej, gdzie woda płynie przez cały rok (!) dając możliwość rozwoju niezwykłej roślinności, nietypowej jak dla tego klimatu, bo przypominającą roślinność podzwrotnikową w klimacie typowo pustynnym. Bardziej szczegółowe informacje na temat roślinności czy geologii znajdziecie na stronie izraelskich parków narodowych tutaj lub na stronie Wikivoyage.

Park Narodowy Ein Gedi rozkłada się głównie wzdłuż dwóch głównych strumieni rzeźbiącymi swe kaniony: Dawid i Arugot. Do pierwszego ściągają liczne wycieczki zorganizowanych grup turystycznych chociażby te, które z łatwością można kupić w hostelach Abraham i biurze o tej samej nazwie za pośrednictwem strony internetowej. Mając właśnie ten fakt na uwadze, docelowo chciałam zobaczyć wodospady i naturalne kąpieliska mniej oblegane, bardziej kameralne.

Źródło: httpsen.wikivoyage.orgwikiEin_Gedi

Odkrywanie Wadi Arugot

Do Wadi Arugot, bo taką nazwę wskazywały znaki przy drodze (warto również dla pewności podeprzeć się także mapą lub GPS, ponieważ droga nie jest do końca oczywista) dotarłam ok. godziny 10. Zanim jednak ruszyłam kupić bilety, postanowiłam coś zjeść w cieniu zadaszenia zamkniętego sklepiku, który kiedyś sprzedawał lody. Rzeczywiście w okolicy nie było żywego ducha. Na obszernym parkingu stały w pełnym słońcu 4 auta, co zapowiadało spokojny spacer. I o to mi chodziło!

W kasie biletowej za 28 szekli kupiłam bilet. Otrzymałam również broszurkę z mapą opisującą dostępne szlaki (znajdziesz ją TUTAJ). Kobieta żegnając się ze mną upewniła się, czy aby na pewno mam wystarczający zapas wody na spacer (tego dnia temperatura zapewne grubo przekraczała 40 stopni) i jedocześnie wskazała pobliskie ujęcie lodowatej (!)wody pitnej do uzupełnienia braków w butelce.

Jak poinformowano mnie w punkcie sprzedaży biletów, a wcześniej zrobiła to jak zwykle niezawodna Lee z The Green Bagpackers, szlaki oznaczone kolorem niebieskim prowadzą korytem rześkich strumieni, kolorem czerwonym szlaki z widokiem na pustynne panoramy na otwartej, nasłonecznionej przestrzeni.

Spacer wzbudzał moje ogromne podekscytowanie i pragnienie chłonięcia niecodziennych krajobrazów  pustynnych. (PS. Z chęcią podzieliłabym się z Wami masą fotografii! Niestety, w nowiusieńkim telefonie, którym przede wszystkim robiłam zdjęcia i filmy, pod wpływem wysokiej temperatury i wilgotności spaliła się płyta główna w trakcie spaceru i straciłam calusieńki najlepszy materiał:( to co znajdziecie poniżej to jedynie najlepszy skrawek zdjęć pochodzących z aparatu fotograficznego, robione na prędce, gdy niestety musiałam już szybko kierować się ku wyjściu).

Mój cel: wodospad na północ od Hidden Fall… tak, dokładnie tam, gdzie znajduje się znak „no entry for hikers”. Nie zrobiłam tego, bo lubię łamać reguły, ale strażniczka sprzedająca bilety wstępu zasugerowała właśnie ten punkt na mapie pod warunkiem, że do Hidden Fall dotrę o odpowiedniej godzinie.

Ale zanim tam dotrę, na swojej drodze spotkam kilka urokliwych naturalnych zbiorników wody i wodospadów ze słodką wodą, w których nie omieszkam się ochłodzić.

KILKA UWAG!

1.Trasa powrotna niestety nie jest tak dobrze oznaczona jak dojście. Warto zapamiętać kilka „wrażliwie” ukrytych oznaczeń trasy, by sugerować się nimi na powrocie. Moim zdaniem to bardzo ważne w przypadku Wadi Arugot (podejrzewam, że Wadi Dawid może być lepiej oznaczone bo jest częściej uczęszczane, a jeśli nawet nie, to zapewne ludzie napotkani na trasie są w stanie poprowadzić).
2. Należy zabrać odpowiedni zapas wody i  obowiązkowo nakrycie głowy! Trasa czerwona prowadzi przez otwarte, kamienno-pustynne zbocza w pełnym nasłonecznieniu. Zawsze miłym ochłodzeniem jest rześki szlak niebieski, ale nie da się ominąć czerwonych odcinków.

Ein Gedi zdecydowanie mnie oczarowało. Zdjęcia i filmy straciłam, ale najlepsze obrazy mam w głowie… ale po fotografie też jeszcze wrócę za jakiś czas.


Informacje praktyczne, jak poruszać się po Izraelu i dotrzeć do Mitzpe Ramon, gdzie zaczynałam swój spacer po makteszu Ramon znajdziesz TUTAJ!


Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, lajka albo udostępnij! Będzie mi bardzo miło z tego powodu

Zapisz się do mojego newslettera! Skoro tutaj jesteś, to coś musiało Ciebie zainteresować, bądźmy w kontakcie! Możesz to zrobić używając poniższego formularza. Będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

Facebook Comments
ovh