Izrael – informacje praktyczne

Nie ma nic lepszego, pełnego przygód, wypałów i niewypałów jak spontaniczne wyjazdy. Pierwszym był Izrael, który okazał się wręcz BOMBOWY. I to dosłownie. Nigdy bym nie pomyślała, że znajdę się w środku wojny, na szczęście w kraju, które jak żadne inne jest przygotowane na tego typu „atrakcje”. (TUTAJ znajdziesz opis rakietowego pobytu w Izraelu).

Czas Polskich wakacji nie zawsze gwarantuje wymarzoną pogodę. Jest teraz połowa lipca, za oknem nie wiadomo, czy to lato czy to jesień, Ani gorąco, ani zimno. Raczej parno i duszno z wieczną zagwozdką co założyć, bo i deszcz w każdej chwili może spaść.

Już dłużej nie wytrzymam! Kupuje bilety i lecę! Jak zwykle na spontanie wybieram Izrael.

Bilet lotniczy do Tel Awiwu

Ostatnio coraz częściej Polskie Linie Lotnicze reklamują swoją nową ofertę, uwypuklając właśnie Tel Awiw jako ciekawy wakacyjny (i nie tylko ) kierunek. Traf chciał, że akurat w środę podjęłam się zadania zakupu przelotu („Szalona Środa” to od lat praktykowana promocja biletowa).

Niejednokrotnie się przekonałam, że wybierając mniejszy port lotniczy w Polsce (a właściwie każdy inny niż Warszawa), ceny biletu na ten sam kierunek mogą się bardzo znacząco różnić. Jak zorganizować sobie podróż i o sposobach na zakup biletu w korzystnej cenie pisałam również TUTAJ. Tym razem wybrałam Lublin. Cena biletu z bagażem rejestrowanym i ubezpieczeniem podróżnym (dlaczego warto je mieć?) to ok. 550 zł od osoby, czyli najtaniej jak mi się udało znaleźć w terminie, który chciałam. Wiedziałam, że do Lublina dotrę BlaBlaCarem za 25 zł w jedna stronę (czyli również to najtańsza opcja, jeśli kierowca zgodzi się podwieźć pod samo lotnisko).

Muszę podkreślić, że mój lot, oprócz ceny miał jeszcze jeden bardzo ważny atut: do Izraela wylatywałam nad ranem a do Polski wracałam późną nocą. W związku z tym zyskiwałam całe dwa dni na przemieszczanie się po kraju lub po prostu odpoczynek.

Przechodząc do kolejnych punktów muszę zaznaczyć: IZRAEL NIE JEST TANI! Nawet Skandynawowie spotkani na mojej drodze w tym kraju przecierali oczy ze zdziwienia widząc ceny hoteli, hosteli, jedzenia w supermarkecie czy restauracjach. Ale jeśli się dobrze pokombinuje, można całkiem gładko przełknąć pewne nieuniknione koszty. Dlatego idę z pomocą!

Noclegi w Izraelu

Tym razem mój pobyt w Izraelu miał trwać 10 dni. Nie musiałam długo myśleć by zrozumieć, że koszty noclegów pochłoną lwią część budżetu. W związku z tym, pierwszej kolejności poszukiwania rozpoczęłam na…

Couchsurfing

Jest to strona internetowa a także aplikacja mobilna dedykowana podróżnikom, ale także ludziom otwartym na nowe znajomości. Za pośrednictwem tej platformy można znaleźć (najczęściej) darmowy  nocleg (nie zawsze jest to pokój czy łóżko, czasem wartościowa może okazać się kanapa czy kawałek podłogi, by móc rozłożyć karimatę i śpiwór), znaleźć towarzysza podróży albo chociaż kompana na wieczorne piwo.

Zalezienie noclegu dla pary (jechałam z chłopakiem) okazało się nie takie łatwe. Po pierwsze, już po zakupie biletu szybko się zorientowałam, że połowa lipca jest czasem egzaminów na uczelniach, a większość osób oferujących noclegi to ludzie młodzi. Myślę, iż  tę kwestię pewnie przełknęłoby część osób gdyby moją osobą towarzyszącą nie był mężczyzna. Już w trakcie podróży otrzymałam gigantyczną ilość ofert noclegowych od mężczyzn, którzy liczyli zapewne na coś więcej niż udostępnienie kilku metrów kwadratowych.

Jednak Coichsurfing.com pozwolił mi poznać także fajnych ludzi. Jedną z nich była Isabel z Austrii, która zaproponowała wieczorny wspólny spacer po Bazarze Yehuda w Jerozolimie (tam też wypiłam najdroższe w swoim życiu piwo: 40 zł za małą szklankę! Sic!). Co ciekawe, następnego dnia po powrocie do Warszawy poszłam z Isabel na obiad na Placu Bankowym, gdyż właśnie przez Polskę znalazła najlepszy transfer do swojego rodzimego Wiednia.

Hotele w Izraelu

Tel Awiw, Jerozolima, Hajfa, Ein Gedi, Eljat, Ein Bokek, mogłabym jeszcze długo wymieniać. Hoteli jest całe zatrzęsienie, które jednocześnie potrafią porządnie wstrząsnąć i nadwyrężyć budżet. Są po porostu droge, wręcz bardzo drogie. W Tel Awiwie hotel średniej klasy, bez specjalnych rabatów czy promocji to koszt ok. 400 zł na noc. Jeśli jednak wybiera się znaną sieciówkę to ceny podskakują już grubo ponad 1000 zł. W związku z tak wysokimi kosztami i perspektywą 10 dni podróży postanowiła, że noclegów będę poszukiwać w hostelach w pokojach wieloosobowych.

Wybierz hostel w Izraelu!

I to był strzał w dziesiątkę! W przypadku tego kraju (a może i innych również – od teraz mam misję sprawdzenia) jest fantastyczną opcją, gdzie cena gwarantuje zaskakująco dobre warunki. Hostelarze doskonale rozumieją potrzeby swoich gości i wychodzą im na przeciwko. Oto kilka konkretów na przykładach.

Abraham Hostel Tel Aviv/ Jerusalem

Do hostelu w Tel Awiwie docieram ok godziny 11. Pokój jeszcze nie jest gotowy o tak wczesnej godzinie, a obiekt ma pełne obłożenie. Dziewczyna z recepcji wychodzi jednak z pewnymi propozycjami:
– wskazuje miejsce, gdzie możemy się przepakować i zostawić bagaże,
– daje czysty ręcznik i informuje, gdzie dostępne są prysznice, gdybym chciała się odświeżyć po podróży,
– wyposaża w pakiet map i porad, co możemy robić do godziny 15, kiedy łóżka będą już gotowe,
– daje kupony na bezpłatne napoje do wykorzystania w barze w hostelu

Pod natłokiem tych informacji, ale w sensie pozytywnym oczywiście, usiadłam na pufie w lobby. Rozejrzałam się dookoła,a tam hasło: „Abraham the first backpacker”.

Ponadto:
– profesjonalny punkt informacyjny z możliwością zakupu gotowych wycieczek po Izraelu,
– rozpisany program bezpłatnych aktywności na każdy dzień, w różnych pomieszczeniach o różnych  porach dnia do dyspozycji gości: rooftop czy bar, joga, dyskoteki, koncerty czy warsztaty,
– lemoniada i woda bez limitu z dyspensera do dyspozycji gości by uzupełniać wodę w osobistych butelkach,
– tablica, na której wypisane są godziny odjazdu taxi w stronę lotniska z ofertą poszukania współpasażera, by dzielić wysokie koszty przejazdu (taki stacjonarny BlaBlaCar)

Takich udogodnień i wiele innych w sieci hosteli Abraham na terenie całego kraju jest cała masa. Bez zastanowienia stwierdzam, że tradycyjne hotele od „Abrahama” mogłyby się wiele nauczyć.

Ceny: W zależności od ilości osób w pokoju, od 88ILS za łóżko w 12 osobowym dormitorium w górę. Im mniej osób w pokoju tym wyższa cena. Są do dyspozycji także pokoje prywatne/ Do noclegu wliczone jest śniadanie składające się z pieczywa, kolorowych sałat, jogurtu, tahina, jajka, dżemy, kawa i herbata. Jest również w pełni wyposażona kuchnia, w której można przygotować posiłek o każdej porze dnia. Panuje jednak podstawowa zasada: każdy po jedzeniu po sobie sprząta i zmywa.
UWAGA! W Abrahamie jak i w każdym kolejnym wymienionym przeze mnie hostelu, w lodówkach i na blatach znajdowały się pojemniki z czystym jedzeniem pozostawionym przez podróżników, którzy wyjechali. Pojemniki oznaczone są napisem FREE FOOD.

The Silent Arrow – Mitzpe Ramon

Miejsce zostało wybrane przez mojego towarzysza, który zazdroszcząc „Wyspy Przetrwania” pragnął doświadczyć polowych warunków. Sam ośrodek jest usytuowany na obrzeżasz miasta, ok. 10 minut od ostatniego najbliższego przystanku autobusowego w Mitzpe Ramon.

Wspomniany ośrodek to zagroda pustynna z ogrodzeniem z ciasno ustawionych kijów, oferująca noclegi w pokojach prywatnych, ale także dziesięcioosobowym dormitorium (tę opcję wybraliśmy, bo taniej). Był to olbrzymi namiot, w którym umieszczono na kolorowych dywanach i plecionych matach pojedyncze i podwójne materace do spania. W zagrodzie była również kuchnia (bez lodówki) z całym sprzętem do dyspozycji (nie serwowano śniadań). Na dworze stały kanapy pod materiałowym zadaszeniem, kącik z ziołami i kilka miejsc do rozpalenia ogniska. Na pierwszy rzut oka ma się wrażenie, że zebrano tutaj wszystkie niepotrzebne sprzęty domowe łącznie z meblami, każde „z innej parafii’. Ale gdy się wejdzie w luźny klimat tego miejsca, szybko dochodzi się do wniosku: to ma tak być i pasuje do siebie!

Zapomniałam wspomnieć o łazience: czysta, wykafelkowana, z ciepłą wodą czyli wszystko co podróżujący potrzebuje.

Jednak w The Silent Arrow pozostaliśmy tylko na jeden nocleg. Bardzo wysoka temperatura w lipcu i stojące w miejscu powietrze dało nam we znaki. Brak klimatyzacji sprawił, że gdy ponownie nabraliśmy sił po sześciu godzinach spaceru przez Pustynię Nagew zmieniliśmy lokum na…

The Green Backpackers

Będąc jeszcze w Polsce i wybierając miejsce noclegowe w Mitzpe Ramon ów hostel zwrócił moją szczególną uwagę doskonale stworzoną strona internetową pod kątem propozycji aktywności w najbliższej okolicy. Z właścicielką Lee spotkaliśmy się już dzień wcześniej, aby zasięgnąć języczka informacji o trasach trekkingowych. Zupełnie jej nie przeszkadzało, że nie jesteśmy gośćmi jej hostelu. Dokładnie nas przygotowała, dając garść bardzo cennych wskazówek na ranny spacer i szczegółowe mapy.

Jej hostel jest usytuowany dokładnie na wprost przystanku autobusowego jadącego do/z Jerozolimy, Tel Awiwu i Beer Sheva. Nie ma możliwości przegapić The Green Backpackers! Ten kameralny ośrodek z dormitorium czteroosobowym i pokojami prywatnymi na chwilę obecną ma wspólną łazienkę (w chwili mojego pobytu pokoje prywatne miały łazienki prywatne w trakcie tworzenia. Kuchnia, w której to krasnal pobiera opłaty za proste śniadanie (nie żartuję!) połączona jest z pokojem spotkań. Lee zadbała, by te pomieszczenie stało się skarbnicą wiedzy dla przyjezdnych: na obszernej, korkowej ścianie umieściła mapy, rozkłady jazdy autobusów i ciekawostki z okolicy. Pierwotnie mieliśmy się u niej tylko schłodzić i następnego dnia ruszyć dalej w drogę, ale zostaliśmy jeszcze dwie noce. Lee zaproponowała nam wspinaczkę po skałkach i załatwiła auto, którym pojechaliśmy do Ein Gedi i nad Morze Martwe. Ponadto dostaliśmy lepszą cenę za użytkowanie pokoju prywatnego (w końcu po kilku dniach mogliśmy trochę pobyć sami)

Zapewne, kiedy ponownie wrócimy do Izraela (a na pewno wrócimy!) zostaniemy w jej hostelu, wyposażając się dodatkowo w ciut większą ilość „polskiej nutelli”.

Desert Eco Lodge

Do tego hostelu trafiłam z czystej ciekawości zachęcona zdjęciami w Internecie. Usytuowany na obrzeżach miasta nad pięknym urwiskiem makteszu Ramon hostel, gdzie można podziwiać o poranku wschody słońca z przeszklonego panoramicznymi okami pawilonu jadalnego. Wiele pomieszczeń zbudowanych jest z naturalnych surowców z piasku, a w środku poustawiano łóżka z materacami i kocami. Mimo prostego surowca, z jakiego został zbudowany budynek sypialny, w środku jest nadzwyczaj czysto i przyjemnie. Niekwestionowaną zaletą miejsca jest rozpościerający cię widok na pustynię i… cena 🙂

Propozycję miejsc noclegowych będę na bieżąco uzupełniać, każdorazowo gdy odkryję jakieś ciekawe miejsce. Ponadto wiele propozycji noclegowych w hostelach w Izraelu możecie znaleźć na stronie www.hostels-israel.com.

Transport publiczny w Izraelu

Komunikacja publiczna jest doskonale rozwinięta i to ona pozwala solidnie i bez wygórowanych kosztów poruszać się po kraju. W Izraelu w większości pociągów i autobusów funkcjonuje tzw. „Rav Kav” (רב-קו). Zamiast każdorazowo płacić gotówką u kierowcy, uzupełnia się kartę na dworcach kolejowych i autobusowych pewnym budżetem by nabyć za bilet przy pomocy czytnika na kasie kierowcy. Karta kosztuje 5 szekli i można przy jej pomocy kupować bilety dla kilku osób (my niepotrzebnie kupiliśmy aż dwie dla każdego z nas, a gdy się kończyły środki wymiennie płaciliśmy dwoma kartami uzupełniając braki.

Swoją kartę kupiłam na dworcu kolejowym przy samym lotnisku i tamże ją uzupełniłam (po drodze warto zatrzymać się w Information Center i poprosić o bezpłatne mapy Tel Awiwu, Jerozolimy i Izraela).

Tel Awiw (lotnisko) -> miasto

Aby dotrzeć do Abraham Hostel trzeba wysiąść na przystanku HaHagana (koszt biletu to 17 szekli lub dojechać z samego lotniska do hostelu za ok 130 szekli). Potem z przystanku idzie się spacerem ok 20 minut przyjemnymi uliczkami miasta, ale zupełnie innymi niż te, z których znany jest Tel Awiw. Te tętnią życiem zwyczajnego mieszkańca miasta, który biegnie do pracy, robi szybkie zakupy, suszy pranie na balkonie albo pielęgnuje kwiatki w doniczkach.

W samym mieście jest kilka dworców kolejowych, wspartych dodatkowo komunikacją autobusową w taki sposób, że poruszanie się po mieście nie stanowi problemu. TUTAJ znajdziesz informacje o transporcie miejskim w Tel Awiwie. A tak w ogóle to polecam poznawać miasto na piechotę.

W szabat poruszanie się po mieści jest utrudnione, ponieważ Żydzi w ten dzień wystrzegają się używania wszelkiej elektroniki i maszyn, nawet jedzenie starają się przygotowywać dzień wcześniej. W związku z tym w szabat wyznawcy innych religii niż judaizm pracują, a że są w mniejszości, to ilość pojazdów na drodze jest mała i ceny wyższe. Po mieście jeżdżą wówczas nie autobusy a minivany, w których za kurs obowiązuje jedna stała cena 8 szekli. Z lotniska do Tel Awiwu kursuje dużo mniej pociągów.

Przejazd z Tel Awiwu do Jerozolimy

Na tym odcinku poszłam na łatwiznę, ponieważ w Jerozolimie także wybrałam sieć hosteli Abraham. Między tymi obiektami kursuje autobus. W skrócie, 1,5 godziny jazdy za 25  szekli od drzwi jednego do drugiego hostelu. Prościej i wygodniej  (bo w dziesięcioosobowym, nowiusieńkim, klimatyzowanym wanem), chyba się nie dało.

Z Jerozolimy do Mitzpe Ramon

Mitzpe Ramon okazała się nieszczególnie turystyczna, ale miejscowych i przyjezdnych do niej ciągnie ze względu na maktesz Ramon. Aby tam dotrzeć najpierw należy pojechać do Beer Sheva a następnie z tego samego dworca bezpośrednio do Mitzpe Ramon. Ten drugi autobus jest jakby w co najmniej dwóch wariantach długości podróży. Pełny rozkład jazdy autobusów nie tylko na tym odcinku znajdziesz na stronie TUTAJ. Autobusy w Jerozolimie startują z dworca centralnego przy ulicy Jaffa, 10 minut spacerem od Abraham Hostel. Koszt podróży na całym odcinku to niecałe 45 zł.

Autobusy są duże, klimatyzowane, z wi-fi na pokładzie i wtyczkami USD w podsufitce obok światełek i nawiewu używane do ładowania telefonów czy innego sprzętu. Miejsca nie są numerowane. W drodze powrotnej z Mitzpe Ramon do Tel Awiwu było bardzo dużo pasażerów, co skutkowało przepychankami na łokcie w wykonaniu Azjatów i miejscami stojącymi na całym odcinku.

Wchodząc na dworce kolejowe i wychodząc z nich (nie zawsze) na wyrywki sprawdzane są bagaże. Przyglądając się pracy oficerów wywnioskowałam, że to kolorowi i Arabowie byli najczęściej sprawdzani. Blade twarze jak moja z plecakami wpuszczano przodem bez kolejek, co wzbudzało głównie niechęć głównie u… turystów Azjatów.

Mitzpe Ramon – Tel Aviv

Na tym odcinku z przystanku na przeciwko The Green Backpackers Hostel kursuje tylko jeden bezpośredni autobus o barbarzyńsko wczesnej godzinie. O rozkład jazdy nie ma co się martwić, ponieważ wisi na korkowej tablicy w hostelu, a po drugie Lee nigdy nie wypuści bez wcześniejszego potwierdzenia informacji. Ku pamięci adres wyszukiwarki przejazdów autobusów krajowych znajdziesz TUTAJ.

Z Mitzpe Ramon nad Morze Martwe (Ein Bokek i Ein Gedi)

Poruszając się komunikacją miejską należy przygotować się na dwie przesiadki (w wersji najbardziej optymistycznej). Mi szkoda było czasu. Właścicielka The Green Backpackers, Lee, wyszła z inicjatywą, że pomoże wynająć nam auto u miejscowego Rosjanina Aleksa prowadzącego małą wypożyczalnię. Ponieważ nie mówił on po angielsku, Lee pośredniczyła nam jako tłumacz (dopiero z czasem otworzyły mi się szufladki w głowie z wyuczonymi kiedyś słówkami z języka rosyjskiego).

Alex pożyczył Fiata 500 za 160 szekli. Był do dyspozycji przez 24h i w ramach tej kwoty mogliśmy przejechać 250 km. Za każdy następny dopłacaliśmy po 1 szeklu.

Te 24 h żaden sposób nie mogłam wpasować w swój plan następnego dnia. Ale Polak i Rosjanin zawsze znajdą jeden i ten sam sposób żeby się dogadać: BUTELKA. W zamian za przedłużenie wynajmu o 3 godziny, zamiast płacić za rozpoczętą dobę przyniosłam swoje polskie alkoholowe rarytasy. Żeby było jeszcze ciekawiej, że wcześniej ustalone dodatkowe 3 godziny okazały się niewystarczające. Mój nowy iPhon podczas spaceru w Ein Gedi przegrzał się i…. spalił a tym samym straciłam adres, gdzie musiałam oddać auto. Wieczorem krzątałam się po okolicy i dzięki przypadkowo napotkanym miejscowym dotarliśmy do Alexa (okazało się, że jest miejscową szychą!)

Łap stopa!

Przed rozpoczęciem podróży do Izraela na wielu blogach doszukałam się informacji, że warto i łatwo podróżuje się autostopem. Wiec spróbowałam i to był mój pierwszy raz, gdy podróżowałam w ten sposób. I co ciekawe o ten pierwszy raz wcale nie zabiegałam.

Któregoś dnia w Mitzpe Ramon mi i mojemu towarzyszowi przedłużył się spacer albo wracaliśmy z pierwszej wizyty w The Green Backpackers Hostel… już nie pamiętam. W każdym razie zmierzaliśmy do Silent Arrow usytuowanego na obrzeżasz miasta. Mieliśmy jedynie kiepsko świecącą latarkę czołówkę i telefon. Nie przejmowaliśmy się ciemnością, bo droga nie była długa a temperatura przyjemna. I niebo rozgwieżdżone tworzące romantyczną atmosferę.

Śmiechy, chichy a tu obok nas zatrzymuje się auto i pyta wprost, gdzie podwieźć. Spoglądamy na siebie zamurowani i stwierdzamy: Ok! Chociaż do celu nie było daleko.

Drugi raz korzystaliśmy z tej formy transportu po spacerze w makteszu Ramon. 12 km w czterdziestostopniowym słońcu przez 6 godzin, 10 litrów wody w plecaku na dwie osoby. Może to głupota, ale we dwoje porządnie przygotowani ruszyliśmy. Szlak kończył się przy drodze asfaltowej prowadzącej bezpośrednio do Mitrzpe Ramon. Lee zaproponowałam nam te trasę i…. stopa, by wrócić do miasta.

Zatrzymało się siódme przejeżdżające w naszą stronę auto (a naprawdę mało ich jechało): minęła nas zajęta taksówka, cztery auta wojskowe, które nie zabierają autostopowiczów, jedno auto z matką z dzieckiem i…. nasi wybawiciele. W sumie czekaliśmy 10 może 15 minut. Jak naprawdę było gorąco zorientowaliśmy się dopiero, gdy weszliśmy do środka: czując klimatyzację zlaliśmy się w końcu potem, który wcześniej w warunkach pustynnych po prostu z nas parował. Poczęstowano nas chłodnym napojem i odwieziono pod samo drewniane ogrodzenie Silent Arrow z życzeniami udanego pobytu w Izraelu.


Myślę, że taki sposób podróżowania może się sprawdzić, gdy ma się dużo wolnego czasu i nie w pełni sprecyzowany plan działania. Ludzie, których spotkaliśmy okazali się nadzwyczaj serdeczni i życzliwi, a gdy dowiadywali się o naszym pochodzeniu, jeszcze bardziej pozytywnie zaskakiwali (przekonałam się o tym podczas pierwszej wizyty o czym pisałam TUTAJ!)


Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, lajka albo udostępnij! Będzie mi bardzo miło!

Zapisz się do mojego newslettera! Skoro tutaj jesteś, to coś musiało Ciebie zainteresować, bądźmy w kontakcie! Możesz to zrobić używając poniższego formularza. Będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

Facebook Comments
ovh