EuropaPolskaRelacje

Wintercamp 2018 – moja pierwsza zimowa przygoda w górach!

Ten rok zdecydowanie rozpoczął się pod znakiem zimna i śniegu. Najpierw była spontaniczna podróż do Finlandii, teraz Wintercamp, na którym znalazłam się dzięki Jack Wolfskin Polska i e-Horyzont – sklep outdoorowy!

Rzadko mi się zdarza, żeby moje podekscytowanie podróżą osiągnęło tak wysoki poziom! Emocji była cała masa!  Tyle, że pakować chciałam się już tydzień wcześniej! Ogarnęło mnie totalne szaleństwo! DLACZEGO? Pierwszy raz w górach zimą i nocleg pod namiotem, a do tego szkolenia udoskonalające różne umiejętności w terenie! Wszystko dla mnie było nowe, zupełnie nieznane! Góry same w sobie to nie nowum, ale te okoliczności jak najbardziej!

Co to jest Wintercamp?

„The COOLEST winter training camp in Europe!” – czyli i najzimniejszy i najfajniejszy zimowy obóz w Europie odbywający się na Turbaczu. Niezwykła impreza dla pasjonatów gór,  ale i dla początkujących (takich jak ja) fanów zimowych górskich wędrówek, połączony ze szkoleniami terenowymi, prezentacjami podróżników i himalaistów oraz spotkaniami z innymi ludźmi na co dzień związani z górami: GOPRowcami czy członkami stowarzyszenia Polish Outdoor Group. Wszystko dodatkowo uzupełnione codzienną integracją, konkursami z nagrodami czy zabawami w terenie.

Co ja tutaj w ogóle robię?

O samym Wintercampie dowiedziałam się już w zeszłym roku (podobnie na zaproszenie organizatora). Co prawda, jakoś nigdy w góry zimą nic szczególnie mnie nie ciągnęło, ale już wtedy zaszczepiono we mnie chęć spróbowania czegoś zupełnie nowego.

Druga połowa roku 2017. Zbliżają się moje 30. urodziny. Rodzice zaczęli się zastanawiać, co przygotować z tej okazji i poprosili, bym im coś zasugerowała. Zawsze przy takich szczególnych okolicznościach staram się wymyślać coś wyjątkowego. Na horyzoncie co prawda widniała już perspektywa mojej wymarzonej wspinaczki na Kilimajdżaro, która wreszcie mogła się ziścić. Wpadłam wówczas na pomysł, by wrócić do tematu Wintercamp jako elementu przygotowawczego przed wspinaczką na najwyższy szczyt Afryki. Pech chciał jednak, że planowana wspinaczka wypadała DOKŁADNE w tym samym terminie co impreza na Turbaczu. „Trudno – pomyślałam – znajdę jakiś kurs wspinaczkowy, lawinowy, ściankowy, górski, cokolwiek! Nie potrzebuję nowych ciuchów czy biżuterii z okazji urodzin. Jeszcze przed Kilimandżaro robię kurs!” Rodzicom pomysł zaskoczył, ale także bardzo spodobał! Szczególnie siostrze, która zaangażowała się w poszukiwanie właśnie takiego szkolenia.

Styczeń. Staram się dogrywać szczegóły wyjazdu na Kilimandżaro, które w mojej głowie stało się celem numer jeden w 2018 roku. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak mi było smutno, gdy ten plan został odłożony na później z przyczyn ode mnie niezależnych…

Korespondowałam wówczas z Anią z Jack Wolfskin, którą przeprosiłam za zmianę planów. Byłam bardzo zawstydzona tym, że zaangażowałam ludzi a moje lutowe Kilimandżaro legło w gruzach. Przy okazji obiecałam sobie, że planu na ten rok nie zmienię i tak podejdę na Kilimandżaro, choćbym wydała na to swoje ostatnie oszczędności. Ania przez jakiś czas nie odpisywała, wspominała już wcześniej, iż jest to dla niej gorący czas. Jednak tym razem brak odpowiedzi rozumiałam jako zaprzestanie kontaktu z powodu braku realizacji projektu mojej wspinaczki. Moje rozżalenie w środku rosło jeszcze bardziej, bo czułam, że kogoś zawodzę.

„Cześć, Kontakt do Ciebie dostałam od Ani (…) może chciałabyś pojechać na Wintercamp?” :-O Byłam tak podekscytowana, że na jej złożonego maila odpisałam jednym słowem: „JADĘ!”. Dopiero w następnej wiadomości byłam w stanie napisać Alicji coś więcej.

Przygotowanie

Do wyjazdy chciałam się przygotować jak najlepiej, choć nie miałam na ten temat zielonego pojęcia. Dostałam możliwość spania w namiocie wyposażonym w ciepły śpiwór i samopompującą karimatę (była opcja noclegu w schronisku, ale stwierdziłam, że jak już szaleć to szaleć do końca!). Ze wszystkiego tak naprawdę najbardziej obawiałam się zimna nie tylko w nocy ale i w dzień. Od Organizatora otrzymałam także ciepłą kurtkę, której poświecę osobny wpis (SPRAWDŹ BLOG ZA KILKA DNI LUB WRÓĆ DO TEGO WPISU I ZNAJDŹ LINK W TYM AKAPICIE).


Zapoznaj się z całą ofertą sklepu e-Horyzont!

Jak widać pierwszy poranek nie rozpieszczał – wiało i śmieżyło konkretnie. I O TO CHODZI!
… ale drugi poranek to istna bajka i pocztówkowe widoki

Post udostępniony przez wintercamppl (@wintercamppl)

Post udostępniony przez jackwolfskin_polska (@jackwolfskin_polska)

Szkolenia na Wintercamp 2018

Wintercamp to oczywiście szkolenia prowadzone przez specjalistów w danym temacie, nie tylko teoretyków ale przede wszystkim praktyków. I to właśnie możliwość praktycznego wykorzystania wiedzy jest w mojej ocenie najważniejszą wartością całej imprezy.

Każdy z uczestników miał możliwość  wzięcia udziały w trzech wybranych przez siebie warsztatach. Najchętniej wzięłabym udział we wszystkich lecz czasowo nie miałabym możliwości. Ostatecznie wybrałam szkolenie biwakowe, lawinowe oraz medyczne, a także miałam okazji wspiąć się po ścianie lodowej przy użyciu raków oraz czekanu.

Szkolenie lawinowe

Ów szkolenie rozpoczęło się czysto teoretycznym wykładem prowadzonym w jednej z sal schroniska. Doświadczeni ratownicy GOPR wyjaśnili, jak powstają lawiny, jak ich unikać, udowodnili, że te zjawisko nie jest obcym w polskich górach. Po tym wstępie ruszyliśmy podzieleni w niewielkich grupach w teren z podręcznym lawinowym sprzętem ABC: sondą, detektorem i łopatą. Pokazano, jak przede wszystkim w praktyce korzysta się z  detektora czy pracuje z sondą (na chwilę stałam się pozorantem schowanym w jamie , którego „dziubano” by wykryć przez śnieg, później grupą szukaliśmy zakopanego Józka- wielką lalę).

Ewa pozorantka

Ostatnim punktem było realne poszukiwanie zakopanego w śniegu GOPRowca przy pomocy wyszkolonego psa. Powiedziano nam, że taki jeden pies jest w stanie zastąpić ponad setkę ratowników. I jestem w stanie w to uwierzyć! Na własne oczy widziałam, jak temu naszemu wystarczyło kilkanaście sekund by nie tylko wyszukać ale i wykopać człowieka.


Podczas tego trzygodzinnego szkolenia na pewno nie stałam się specem w tej dziedzinie, lecz tylko liznęłam temat na tyle, by mieć podstawową wiedzę, jak korzystać z lawinowego sprzętu ABC. Zrozumiałam, że dziedzina ta jest bardzo złożona i zawiła, a pewność zachowania w tak ekstremalnych warunkach wymaga lat doświadczenia (chociaż najlepiej by było, żeby w ogóle lawiny nie występowały i nie było ofiar).

Nauka korzystania z detektora lawinowego
Badanie struktury pokrywy śnieżnej

Szkolenie biwakowe

Szkolenie rozpoczęto od przedstawienia przydatnego sprzętu górskiego, jego zastosowania i odpowiedniego doboru: plecaka, czekana, raków, butów, kijków i wielu innych. Zapoznani z tymi informacjami ruszyliśmy w teren, by między innymi wybudować jamę śnieżną! Podsumowując, jak przeżyć w górach zimą w niespodziewanej sytuacji.


Szkolenie medyczne

Te szkolenie wybrałam przede wszystkim ze względów zawodowych – podczas mojej pracy wręcz codziennością są problemy zdrowotne różnej maści. Lecz te w górach zimą mają swoją wyjątkową specyfikę. Liczyłam na informacje uzupełniające z dziedziny pierwszej pomocy i takie otrzymałam.

Wesoła ekipa medyczna – Mały, Mool i Albert

To bardzo praktyczne i przydatne szkolenie składające się z dwóch części. Zaczęliśmy od przypomnienie procedury postępowania w przypadku udzielania pierwszej pomocy. Zajęcia były o tyle wartościowe, że KAŻDY uczestnik miał możliwość przećwiczenia każdego kroku pod okiem instruktora, z użyciem fantoma masażu serca i sztucznego oddychania oraz dodatkowo defibrylatora.

Druga część także miała wymiar praktyczny, ale także wymagała swego rodzaju kreatywności. Mieliśmy zabrać ze sobą plecaki na wyjście w góry. Jednym z zadań było m.in. zabezpieczenie kończyny przy pomocy tylko tych rzeczy które mieliśmy spakowane: zamiast bandaża buff, zamiast stabilizatora kij lub gałąź. Ratownicy opowiedzieli także o postępowaniu w przypadku hipotermii, która może się w górach przydarzyć każdemu.

Mały pozorant pozoruje – Foto Facebook Mateusz Listwan
nowe zastosowanie termosu

Wspinaczka po ściance lodowej

Ogromnym zainteresowaniem cieszyła się ścianka lodowa, która została stworzona specjalnie na tę okazję. Przyznam szczerze, że mocno się nakombinowałam, aby trafić na listę ściankowych szczęśliwców. Uzbrojona w uprząż, raki i czekan, które po raz pierwszy miałam w ręku miałam szansę, za wskazówkami instruktora ruszyłam na górę.



Każdy miał prawo do dwóch podejść na ściankę: pierwsze na próbę, drugi na czas, który jednocześnie kwalifikował do konkursu. Po południu jakie ogarnęło mnie zdziwienie, gdy w trakcie obiadu dowiedziałam się, iż jestem jedną z sześciu najszybciej wspinających się dziewczyn. Do ostatecznego finału nie przeszłam, bo w trakcie wspinaczki spadłam ze ścianki, ale zabawa była przednia i… konkretne siniaki na kolanach przypominają mi o tej wywrotce 🙂

No i finisz…

Spotkania z pasjonatami gór

Po kolacji mogłam trochę odetchnąć fizycznie od dnia pełnego wrażeń. Każdego wieczora przewidziano spotkania z pasjonatami gór. Wśród nich Kamila Kielar która większość trasy Pacific Crest Trail (blisko 5000km!) przeszła samotnie. Bartosz Malinowski opowiadał o Wielkim Szlaku Himalajskim, którego można nazwać jednym z pierwszych eksploratorów tego trudnego i mało znanego szlaku.  Mateusz Waligóra, autor książki pt. „TREK” opowiadał o swoich wędrówkach nie tylko po górach, ale i przez np. boliwijskie pustkowie Uyuni. Dla mnie jednym z najbardziej niezwykłych spotkań była prelekcja Janusza Majera, aktualnego kierownika komitetu organizacyjnego Narodowej Wyprawy na K2. Zdradził zaskakujące tajniki przygotowań do tej wyprawy (ilość pomocników wyprawy, planowanie, a także logistyka związana z zapewnieniem podstawowych środków do przetrwania. BTW. Czy wiesz, że na szczyt przetransportowano bloki lodu służące do pozyskiwania świeżej wody? Na tej wysokości nie pada często świeży śnieg, więc nie jest bezpieczny bo go rozpuścić i spożywać).

To wszystko ZA MAŁO!

Pierwsza zimowa górska przygoda zakończona sukcesem! To dla mnie niezwykły powrót do czasów szkolny biwaków, za którymi (i tego nie wiedziałam) będę tak bardzo tęskniłam. Bardzo dziękuję Jack Wolfskin, Wilcza Strona i Wintercamp za zaproszenie i zaszczepienie na nowo bakcyla górskiego szwędacza, teraz dodatkowo uzbrojonego w podstawową wiedzę zdobytą podczas szkolenia lawinowe go, biwakowego i medycznego a także świetne prelekcje zaproszonych gości. Dzięki Wam poznałam także fantastycznych ludzi, szerzących miłość do gór. Jeśli to czytacie, wy Uczestnicy, chciałabym Was jeszcze kiedyś spotkać i porozmawiać na górskim szlaku i nie tylko!

Teraz wiem, że wydarzenia to dopiero początek najprawdziwszej przygody związanej z górami, które na pewno na stałe zagościły w moim sercu.

Post udostępniony przez Ewa Chojnowska (@szpilki_w_plecaku)

Zobacz relację filmową z wydarzenia!


Szpilki w plecaku

Author Szpilki w plecaku

More posts by Szpilki w plecaku