fbpx
was successfully added to your cart.

Koszyk

AfrykaEtiopiaRelacje

Etiopia -cz.2 – Ceremonia kawy

By 4 listopada 2015 7 komentarzy

Przeczytaj cz.1 – NIESPODZIANKA

Yusf szczęśliwy z tabletu usiadł z wielkim uśmiechem na twarzy wśród nas w autobusie i robił wszystkim pamiątkowe zdjęcia. Kierowcę poinstruował jak dojechać do swojego domu.
Przed wejściem przywitała nas gromadka rozradowanych dzieci, które przyjaźnie chwytały ręce, przytulały się i chciały odprowadzić do domku swojego kolegi.

image

Dom Yusfa

Do skromnego pomieszczenia prowadziła wąska, spadzista, pełna kamieni alejka. Do ciasnej chatki zapraszał zapach świeżo palonej kawy przyrządzanej w podziurawionym rondelku . Weszliśmy i usadowiliśmy się ściśnięci na kanapach.
W tym jednopokojowym mieszkaniu o powierzchni może 15m kwadratowych mieszka sześć osób: Yusf z dwoma młodszymi braćmi i dwiema starszymi siostrami oraz mamą. Kobiety zajmują jedno niewielkie łóżko w rogu, a chłopcy śpią na twardym posłaniu na podłodze u ich stóp. Skromne pomieszczenie jest uporządkowane, w kąciku kuchennym na drewnianym kredensie stały czyste, ale pofatygowane garnki i trochę zapasów jedzenia. Oczywiście, nie mogło zabraknąć też specjalnego koszyka ygylgyl na etiopski kwaśny chleb-placek o nazwie indżera. Na wybielonych, trochę zabrudzonych ścianach wisiały białe kartki z odręcznie napisanymi wyrazami motywacyjnymi: szczęście, praca, sukces oraz gratulacje. Pod ścianą ustawiono kanapę i dwa fotele.

Ceremonia kawy – rytuał

Siostra kontynuowała ceremonię kawy. Wzięła gorący rondelek z kawą i podsunęła pod nos każdemu z gości, by mógł poczuć jej aromat. Następnie z kącika kuchennego wyjęła drewniany moździerz i stalowym prętem rozdrabniała wcześniej przygotowane ziarna. Na małym, glinianym, malowanym stojaczku położyła kilka rozżarzonych
kawałków węgla drzewnego i posypała żywicznym kadzidłem. W pomieszczeniu zagościł miły zapach i zapanowała tajemnicza atmosfera.

image

Zmielone ziarno przesypała następnie do glinianego dzbanka z dzióbkiem o nazwie dżebena, umieściła go na przenośnym palenisku i uzupełniła wodą. Teraz musieliśmy czekać, aż wszystko się zagotuje i powstanie czarny wywar o odpowiedniej konsystencji oraz zapachu.

W Etiopii kawa jest napojem narodowym i podaje się ją z cukrem oraz z dodatkiem listków ruty. Dzieci chętnie piją kawę na śniadanie, ale nie tak bardzo stężoną. (Herbatę preferują ludy zamieszkujące wschodnie rejony kraju, przede wszystkim muzułmanie. Chociaż warto wspomnieć, że owa herbata nie jest parzona z liści krzewu herbacianego, ale jest to zalany wrzątkiem kardamon!)
Tradycyjnie serwuje się trzy filiżanki kawy, nie więcej, nie mniej.

Tak opisuje Wojciech Bobilewicz smak każdej z filiżanek…:
“Pierwsza filiżanka, abol, jest jak zauroczenie, gwałtowne uczucie: rozgrzewa krew, otwiera serce i duszę, skłania do rozmowy. Można ją pochłonąć w jednej chwili lub rozkoszować się nią przez długi czas, lecz zawsze pozostanie pierwsza, świeża i najlepsza.

Po pierwszej kawie dżebenę ponownie napełnia się się wodą i stawia na ogniu. Oczekiwanie umila rozmowa na wszelkie tematy. Po jakimś czasie gospodyni znów z wysoka rozlewa do filiżanek brązowoczarny napój. Ta filiżanka nazywa się t’ona. Jest słabsza od poprzedniej, gdyż do wody nie dodaje się nowych porcji zmielonych ziaren. Jest jak spokojna kontemplacja, nie ma już takiego posmaku nowości, jak pierwsza, dlatego można się skupić na jej smakowaniu i zadumać nad sławami tego świata.
Dżebena po raz trzeci napełniana jest wodą i pozostaje na ogniu aż napar będzie gorący. Wszak -jak mówi etiopskie powiedzenie – bunna na fikr beteks neł (kawa i miłość są najlepsze, gdy są gorące). I znów filiżanki wypełnia brunatny napój – trzecia ma nazwę baraka. W języku arabskim, suahili czy gyyz słowo to oznacza błogosławieństwo. I jest błogosławieństwem w drodze, można ją chłonąć w milczeniu.

Gdy opadnąe mocje po pierwszej, gdy znuży nas kontemplacja po drugiej, przy trzeciej można po prostu odpocząć po słodkim zmęczeniu zmysłów, gorących i serdecznych rozmowach, przemyśleniach”.
Przyrządzony wywar w domu Yusfa był naprawdę wyśmienity. Z niewymuszoną przyjemnością delektowałam się każdą z filiżanek. Szczerze muszę przyznać, że była najlepszą jaką do tej pory próbowałam w Etiopii.

image
Powoli spotkanie dobiegało końca. Serdecznie podziękowaliśmy za gościnę, wyściskaliśmy domowników a gromadka dzieci sąsiadów odprowadziła nas do auta.

Miasz ochotę spróbować takiej kawy? Napisz w komentarzu, jak wyobrażasz sobie jej smak!


Szpilki w plecaku

Author Szpilki w plecaku

More posts by Szpilki w plecaku