Widokówka: Człowiek duch z Goma

Podczas swoich licznych podróży do Afryki kilka razy miałam kontakt z albinosem.

Pamiętam pewien poranek w Goma (Demokratyczna Republika Konga). Czekaliśmy na auto, które miało nas zawieźć w Parku Wirunga na poszukiwanie rzadkich, wielkich srebrnogrzbietych goryli górskich. Na ulicy kłębiły się tłumy: gdzieś umowny przystanek autobusowy z dziesiątkami ludzi o niezliczonych tobołkach, w innym miejscu stragany i małe sklepiki oferujące płody ziemi i wszechobecną Coca-Colę, pędzące z górki drewniane hulajnogi pełne ludzi i towarów. Obok hotelu poprawiana była droga (tzn. doły wyżłobione przez wodę zapełniane były dużymi kamieniami i piachem). Wśród najciężej pracujących zauważyłam mężczyznę, który w przeciwieństwie do reszty półnagich robotników miał zasłonięty każdy skrawek ciała materiałem a na głowie kapelusz z dużym rondem. Siłą swoich mięśni ciągnął wóz wyładowany głazami. Spoglądał ukradkiem na trójkę przyjezdnych otrzymując przy tym razy kijem od swojego nadzorcy. Przyglądałam się sytuacji nieskrępowanie z niedowierzaniem. Nie mogło do mnie dotrzeć kilka rzeczy. Po pierwsze, jak można tak straszliwie bić (i to jeszcze publicznie!) drugiego człowieka mając jeszcze do tego przyzwolenie innych. Po drugie, że człowiek pracuje jak zwierzę jako siła pociągowa. Po trzecie, nie znany był mi do tej pory przypadek albinizmu wśród czarnoskórych, ale już w mojej świadomości pojawiały się straszliwe obrazy z jego udziałem, których powodem mogło być coś zupełnie niezależnego od samego zainteresowanego: biały kolor skóry…

ovh