Spranie za pranie

Kończymy wizytę w domu Yusfa w Gonderze. Do auta odprowadza nas wesoła gromadka tańczących dzieci. Wsród nich mały łobuziak w pomarańczowej koszulce, który poprzez przytulanie i całowanie (pewnie biała skóra to dla niego widok niecodzienny!) próbował coś od nas uzyskać. Jego urok, uśmiech, a przede wszystkim wielkie, migdałowe oczy sprawiły, że nie pozwoliłam mu zostać z pustymi rękami.
Z zewnętrznej kieszeni plecaka wyjęłam materiałową saszetkę na dokumenty i wręczyłam łobuziakowi. Ten tak się ucieszył, że skacząc z  radości wywrócił się na kosze, które spadły kilka metrów w dół do kanału. Natychmiast interweniował młodszy brat Yusfa, który „sprzedał” mu kilka soczystych kopniaków po tyłku i nogach…
– Hej! Hej! Tak się zachowuje brat Yusfa? Tak się zachowuje brat Yusfa?!? Oj nie ładnie…
Zaraz przybiegł wspomniany chłopiec i po amharsku uspokoił przestraszonego brata, a towarzystwo rozpędził.
Zaskoczeni weszliśmy do auta.
– Wiesz co, Ewa, nie bądź zła na mojego brata – mówi Yusf. – On się zdenerwował, bo tamten wywrócił kosz ze świeżym praniem, które zrobiła moja mama, a ktoś jej za to zapłacił. Rozumiesz już?
Zrozumiałam

Pozostaw swój adres mailowy a będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

ovh