AfrykaMadagaskarRelacje

Powitanie Madagaskaru

W końcu wyczekany Madagaskar. Na wyspę udało się dolecieć z pewnym opóźnieniem. Transfer odbywał się przez Mauritius. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie można przewozić przez granicę jakichkolwiek płynów, nawet odpowiednio oznakowanych przez służby. No nic, pożegnałam się ze śliwowicą wysokiego kalibru.

antananarivo
Antananarywa jest ogromnym (powierzchniowo) miastem, usytuowanym wśród dwunastu wzgórz, na których ulokowane są pamiątki pierwszej malgaskiej państwowości. Ok. dwu milionowa populacja stolicy zamieszkuje najczęściej w dwukondygnacyjnych domach. Widać pojedyncze, strzelające w górę wieżowce, w tym pięciogwiazdkowy hotel Carlton oraz centrala sieci telefonicznej Orange. Pomiędzy ciasną zabudową pamiętającą jeszcze czasy kolonialne, wciśnięto wąskie uliczki, zakorkowane o każdej porze dnia i nocy. Poruszając się autem trzeba uzbroić się w nie lada cierpliwość.

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jest to zatem szansa, aby dokładniej przyjrzeć się sprawom codziennym i życiu Malgaszy: ich małym podwórkowym interesom czy wspólnym posiłkom.

image

Madagaskar należy do krajów trzeciego świata, gdzieś porzucony i zapomniany. Nie mając własnych surowców ( z wyłączeniem szafirów), kraj ten zasłynął z bogactw fauny i flory: ogromnej ilości lemurów, kameleonów, baobabów i orchidei, które można znaleźć jedynie na tej czwartej co do wielkości wyspie świata. Zatem będąc w Tanie nie można ominąć centrum botaniczno-zoologicznego, by przygotować się na spotkanie z wieloma wspaniałymi okazami, później spotkanymi w ich naturalnym środowisku: lemurami katta, vari, myszowatymi, kameleonami, madagaskarskim rybołowem (jak on cudownie śpiewa!), palmą podróżnika czy fikusem duszącym. To tylko kila przykładów. Warto się tam również przejść w powodów etnologicznych bowiem znajdują się tam domy i typowe grobowce charakterystyczne dla plemion tej wyspy.

We wspomnianym ogrodzie spotkała mnie i moją grupę mała niespodzianka. Lokalny przewodnik szepnął mi na ucho:

– Chciałabyś nakarmić lemura?

– No pewnie! – odpowiedziałam bez zastanowienia.

– Pogadaj z tymi panami – wskazał palcem – zostaw im napiwek a oni zaprowadzą ciebie i Twoją grupę do zagrody, gdzie zwierzaki będą na wyciągnięcie ręki.

Domyślałam się, że pracownicy ogrodu ryzykują. Dyskretnie do nich zagadałam i cichaczem zaprosiłam grupę we wskazane miejsce.

Dookoła nas znajdowały się na w pół otwarte pomieszczenia a w nich różne gatunki lemurów. Pracownik ogrodu wskazał pierwsze pomieszczenie i wydał z siebie dziwny dźwięk. Natychmiast wyskoczył czarny i brązowy (koroniasty) zwierz – ani to małpa ani to wiewiórka, miały wyłupiaste oczy, podłużne ryjki i długie kończyny zakończone przeciwstawnym paluchem oraz futrzaste ogony. Były bardzo ruchliwe, ale nie wydawały się być przestraszone. Co prawda nie pozwalały się dotykać ale od każdego chętnie zlizywały z palca miód łapiąc swoimi malutkimi łapkami nasze dłonie. Te pyszczki rozczulały nas wszystkich i sprawiały, że nie mieliśmy żadnych oporów co do tak bliskiego kontaktu.

Podchodziliśmy od jednego pomieszczenia do drugiego. Zwierzaki w ogóle się nas nie bały. W pewnym momencie jeden z opiekunów umazał mi miodem policzek i ruchem ręki wskazał by podejść o lemura. A ten co? Złapał mnie za palec i ucho i zaczął … zlizywać!

Magadaskar Tsimbazaza Ewa Chojnowska Szpilki w plecaku

Nasza radocha nie trwała jednak długo. Do zagródki wszedł pan, który wrzeszczał na wszystkie strony. Był to zarządca obiektu. Ganił opiekunów lemurów. Poprosiłam grupę by ukradkiem się ulotniła. Krzyki w końcu zaczęły być kierowane do mnie. Podejrzewałam, że jesteśmy w miejscu, które nie było przeznaczone dla każdego, ale pokusa była ogromna – mogła to być przecież jedyna okazja jak bezpośredniego obcowania. Zaczęłam wyjaśniać, udając niezorientowaną, że nie widziałam tabliczki informującej o zakazie wstępu osobom postronnym tylko po to by uspokoić dozorcę. Przeprosiłam i podkulona wróciłam do reszty grupy.

Pomimo takiego przebiegu wypadków myślę, że grupa była zadowolona. Co doświadczyliśmy to nasze. Kto wie czy jeszcze kiedykolwiek dostanę buziaka od króla Juliana.

Szpilki w plecaku

Author Szpilki w plecaku

More posts by Szpilki w plecaku