Bilet

„Czas odjechać grupy członkom, pożegnajcie się z Biedronką” – grupa w południe wyleciała na Malediwy a ja czekam na samolot, który startuje następnego dnia. Wcześniej ustaliłam z biurem, że nie będę potrzebowała noclegu, że sobie poczekam na lotnisku pod Colombo albo znając siebie wymyślę sobie jakieś zajecie.

image
Mój przewodnik nie bardzo chciał mnie zostawiać na pastwę losu. Postanowiliśmy pojechać do Negombo – miasta rybackiego, które odwiedzaliśmy pierwszego dnia podczas rannego targu rybnego. Przejechaliśmy głównymi ulicami miasta. W świetle dziennym wyglądało zupełnie inaczej: mnóstwo ludzi na ulicach, lokalesów i przyjezdnych turystów, mijamy karawanę pogrzebową, najstarszy kościół w mieście, docieramy do miejsca na plaży, gdzie rybacy pod brezentowymi płachtami przyciśniętymi do piasku kamieniami składowali swoje sieci. Pozostawiliśmy auto na ulicy. Zaproponowałam pójście na usypana nieopodal zatoczkę z głazów, by jeszcze nacieszyć uszy szumem fal zanim wejdę na pokład głośnego samolotu.

Plaża niestety była brudna: pogubione klapki, podkopane butelki i pełno drobnych kostek i ostek ryb, które rybacy zapewne tutaj filetowali. Dotarłam do upatrzonych skał. W oddali stało kilku wędkarzy. Chyba nie były to najlepsze łowy, gdyż ich wiaderka świeciły pustkami. Wdrapałam się na szczyt zatoczki i wybrałam na siedzisko wygodny kamień. Fale odbijały się o kamienie, spieniały i przyjemnie na mnie pryskały. Dookoła buszowały kraby małe i duże, nie robiące sobie nic z żywiołu, który co i rusz je atakował. Było bardzo przyjemnie. Zaczęło ze mnie schodzić dziesięciodniowe zmęczenie.

Zastanawiałam się co zrobić jeszcze z czasem, który mi pozostał. Nie chciałam za sobą ciągać przewodnika do samego rana. Na pewno tęsknił za swoją rodziną. Mimo, że Colombo znajduje się godzinę drogi od lotniska postanowiłam tam pojechać i poszwędać się po kolonialnej części miasta. Wcześniej zadbałam o to, by pozbyć się walizki do czasu wylotu. Pamiętałam, że w samolocie spotkałam kilka bardzo miłych osób mieszkających w stolicy, ale i również włóczykijów. Postanowiłam do jednej z nich zadzwonić mając nadzieję, iż może jest w Colombo i zgodzi mi się potowarzyszyć. Traf chciał, że rzeczywiście Ashan był w pobliżu. Umówiliśmy się. Szybko udało się zmontować jakiś plan.

Postanowiliśmy zasmakować nocnego życia w Colombo. Zebrała się duża grupa jego znajomych. Kojarzyłam jeszcze jedną twarz, gdyż spotkałam ją w samolocie. Długo nie trzeba było mnie namawiać do wyjścia na parkiet, DJ grał muzykę, która wręcz zrywała z fotela. Ludzie przesympatyczni. Musiałam jednak kontrolować czas. Co chwila zerkałam na zegarek, by umówiony wcześniej transport nie pojechał beze mnie.

Ktoś w pewnym momencie rzucił hasło: „a może jeszcze zostaniesz i pojedziesz z nami na wybrzeże w ten weekend?”. Na początku myślałam, że to propozycja rzucona z grzeczności. Jednak nie. Z czasem cała grupa podchwyciła temat i zaczęła się na mnie nagonka. Zaśmiałam się i odmawiałam. „Absolutnie!” Ale oni nalegali. Mieli jeden bardzo poważny as w rękawie: pracują dla już wcześniej wspomnianego Sri Lankan Airlines. Pokazałam niepewnie bilet. W zacisznym miejscu, czytaj w okolicach toalet, dzwonili na centralę, próbując się dowiedzieć, jakie są szanse na przełożenie na inny termin lotu. Zaczęłam się zastanawiać, co ewentualnie chciałabym jeszcze zobaczyć, a czego nie widziałam, jak mogłabym wykorzystać ten czas. Nie bardzo jednak wierzyłam, że coś tego wyjdzie. Nawet trudno mi zdefiniować, co wówczas chciałam. Stwierdziłam, jeśli uda się na sto procent zapewnić bilet powrotny to zostanę. Pani na słuchawce szukała, słyszałam jakieś komentarze w niezrozumiałym dla mnie języku syngaleskim. Po kilkunastu minutach dostałam informacje, lot za tydzień. Myślę sobie: „Kiedy? Nie… Nie ma mowy…. Musze się zastanowić… Colombo,… wybrzeże.. może jeszcze Pinnawela? Koleżanka przed wyjazdem pytała, czy tam będę. Może jeszcze gdzieś… Podróż bez przewodnika…a sprawy prywatne… nie… nie wiem…”. W głowie się mieszały różne myśli. Towarzystwo namawiało. „Dobra. Zamieniamy bilet”.

Bilet

W ciągu paru chwil wszystko było już załatwione. Mimo, że było już mocno po drugiej w nocy, z dwoma osobami pojechałam odebrać z lotniska walizkę i formalnie zamienić bilet. W między czasie napisałam do najbliższych, że mój powrót się opóźni i że nie muszą się o mnie martwić. Około czwartej padnięta trafiłam do hotelu na nocleg.

Zaskoczyłam sama siebie. Dopiero rano po przebudzeniu do mnie dotarło, co się wydarzyło ostatniego wieczora. Teraz to ja będę włóczykijem.


Sprawdź inne teksty o SRI LANCE (KLIK)




Booking.com


Jeśli Ci się podoba tekst, zostaw komentarz, lajka albo udostępnij! Będzie mi bardzo miło z tego powodu

Zapisz się do mojego newslettera! Skoro tutaj jesteś, to coś musiało Ciebie zainteresować, bądźmy w kontakcie! Możesz to zrobić używając poniższego formularza. Będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

ovh