fbpx
was successfully added to your cart.

Koszyk

AfrykaEtiopiaRelacje

Bazar w Key Afar

By 19 listopada 2011 10 komentarzy

Key Afar to niewielkie miasteczko leżące w południowej Etiopii. Prawdę mówiąc nie odznacza się niczym specjalnym z wyjątkiem lokalnego bazaru, który ściąga z daleka największą ilość tubylców. Miałam szczęście, ponieważ moja wizyta wypadła właśnie w ten dzień. Z różnych opisów wynikało, że jest to typowy lokalny bazar pełen lokalnego folkloru. Jednak rzeczywistość przeszła wszelkie oczekiwania.

Miasteczko

Już wjeżdżając do samego miasta towarzyszyły nam konne zaprzęgi i osiłki dźwigające na swych grzbietach niebotycznych rozmiarów pakunki i towary: od ogromnych beczek po wieżyce z pociosanych kawałków drewna i stogi siana. Również ludzie nosili na barkach i głowach podobne ogromne konstrukcje.

W pewnym momencie asfalt się skończył i wjechaliśmy na pofałdowaną, laterytową drogę, zapewniającą przeróżne atrakcje: kurz w oczach, ponadgryzane języki od niespodziewanych podskoków oraz wszędzie znany, nazywany na tym kontynencie: african massage. Co to oznacza? Lewitowanie nad fotelem z próbą łapania czego się da, by nie stracić resztki uzębienia.

Lokalne domy były zbudowane z kijków, które tylko w nielicznych przypadkach zostały pokryte mieszanką odchodów, ziemi i trawy. Widziałam również kikuty obleczone zużytymi workami i reklamówkami służące jako schronienie lub stragany, gdzie sprzedawano różności.

Jak już wspominałam, czwartek był najważniejszym dniem targowym, tak więc do miasta zeszło się (nie zjechało!) mnóstwo ludzi. Zapewne wiele osób pokonało znaczną ilość kilometrów pieszo, wędrując kilka dni i śpiąc w lesie, gdzie mogli poczuć się bezpiecznie.

Ludność Key Afar: Banna, Tsemai i Ari

Im bliżej targu tym więcej za oknem egzotyki. Ponieważ Key Afar leży na terytorium licznie zamieszkiwanym przez plemię Banna, Tsemai i Ari, tak przedstawicieli tych plemion prawie nie dotkniętych cywilizacją zachodu oglądałam przez okno.

Tribe Key Afar

Panowie ze specyficznie ogolonymi głowami udekorowanymi czerwoną i białą glinką oraz pięknymi, długimi piórami i koralikami „wmontowanymi” w głowę. Ubrani byli jedynie w kawałki koziej skóry lub materiał obwiązany na biodrach. Nagie torsy pokazywali dumnie. Niektóre były umalowane białą farbką. Podobnie nogi, z tym że widoczne były porozcierane kreski, gdzie przebijał się ich kolor skóry. Z daleka te dekoracje przypominały kombinezon albo rajstopy w pasy zebry.

Kobiety były przepiękne i oryginalne, ubrane jedynie w kozie skóry, przyozdobione muszelkami lub kolorowymi koralikami. Na górę zakładały cały fragment skóry w ten sposób, jakby połączono ze sobą dwie najbliższe sobie kończyny zwierzęcia tworząc „obręcz”. Ta obręcz była jakby kołnierzem, który zakładano na głowę, przyozdabiano koralikami i muszelkami. I tak powstało coś na kształt koszulki (chociaż w naszym pojęciu daleko było ku temu). Na biodrach odziewały spódnicę z podobnego kawałka materiału, w podobny sposób go łączono i zdobiono. Czasem wykorzystywano dwa fragmenty skóry, jeden z przodu i jeden z tyłu. Często niższe kończyny „zwierzęcia” obcinano, wówczas tworzyło się coś na kształt ogona (prawdę mówiąc, patrząc na zdobienia i design myślę, że współczesny kreator mody nie powstydziłby się takiego projektu. Nie mniej jednak cały urok stroju tkwi w materiale, dlatego wielka szkoda, że takie dzieło nie przyjmie się na Zachodzie)…

Fryzury kobiet były jeszcze bardziej wymyślne. Miały niby strączki, misternie skręcone w ruloniki, usmarowane i wygładzone czerwonym tłuszczem od czubka głowy po same końce. Cała kompozycja była równo ostrzyżona: grzywka, która wydłużała się za uchem, ale z tyłu głowy nie zakrywała szyi. W Polsce potocznie takie uczesanie nazywa się „na pazia” i rzeczywiście tak to wyglądało. Nieodłącznym elementem stroju kobiety tego regionu jest przecięta na pół tykwa, która służy jednocześnie jako kapelusz ale i miska, którą napełnia się kawą i częstuje gości.Tribe Key Afar

Mali chłopcy byli miniaturową wersją swoich tatusiów a dziewczynki swoich mam.

Bazar w Key Afar

Pora na spacer. Jestem strasznie podekscytowana! Bywałam w różnych miejscach, ale tutaj jakby czas staną w miejscu! Bazar był prawdziwy a nie udawany pod turystę.. Od samego początku czułam, że to ja byłam większą atrakcją dla nich niż oni dla mnie.

Do placu targowego prowadziła dróżka. Po obu stronach tłoczyli się sprzedawcy: po lewej panowie sprzedający miód w drewnianych pniach-barciach, a po prawej panie z pieczywem (plackami). Gdzieniegdzie biegały beztrosko dzieciaki, wywracając się o wystające na drodze konary drzew. Błyskawicznie wstawały i nawet bez otrzepania się gnały dalej przed siebie ze swoimi rówieśnikami.

Plac nie miał pokaźnych rozmiarów. Ale to nie jest najważniejsze. Straganiki sprzedawców wyłożone były albo na workach albo na klepisku. Drewniane konstrukcje mogłam wyliczyć na palcach jednej ręki. Ruch był niesamowity, do tego stopnia, że łatwo było zatracić orientację, gdzie znajdują się alejki i przejścia. Słońce paliło i bardzo się kurzyło.

Co sprzedawano? Przede wszystkim cebulę, czosnek, ziarno różnego rodzaju. Znalazłam też przyozdobione muszelkami i skrobanymi wzorami tykwy na wodę i mleko. Moją uwagę przykuły dzwonki-grzechotki. Był to zapleciony pasek kilku podłużnych skórek, do którego przymocowano mnóstwo grzechotek i dzwonków. Dowiedziałam się, że zakładają je mężczyźni poniżej kolan podczas różnych ceremonii. Miałam ochotę na taką pamiątkę, nie mniej jednak sprzedawca nie był skłonny do negocjacji, a zaproponowana cena była nie do przyjęcia… no cóż, może następnym razem…

Odwiedzając ten bazar nie czułam się jak na zwykłym targowisku, ale na wielkim spotkaniu towarzyskim, gdzie sprzedaż towarów miała być jedynie pretekstem do wymienienia się lokalnymi nowinkami: plotkami albo sensacjami. Każdy gawędził, uśmiechał się, klepał po ramieniu. Bardzo żałuję, że nie wiem o czym rozmawiano.. może o dzieciach i krowach, których nie liczą, bo przesąd o nieszczęściu na to nie pozwala… może o tym, jak długo maszerowano na dzisiejszy targ… albo jak trudno teraz o wodę w tej największej od 60ciu lat suszy w Rogu Afryki…

Key Afar


Szpilki w plecaku

Author Szpilki w plecaku

More posts by Szpilki w plecaku