Dong Hua Men – Nocny bazar w Pekinie

Jadąc do Azji zawsze gdzieś z tyłu głowy pojawia się świadomość, że TAM często jada się dziwne rzeczy. Moja azjatycka przygoda zaczęła się w Chinach w 2009 r. Już pierwszego dnia, kiedy zabrano mnie do restauracji na przywitalną kolację, bardzo szybko się zorientowałam, że potrawy są ZUPEŁNIE inne od tych chińskich, które znałam. Ale mimo wszystko nie te smaki myły dla mnie najbardziej pociągające…

Gastronomiczne dziwolągi znalazłam w Pekinie na nocnym bazarze wzdłuż ulicy DongHuaMen. Wspomniany przybytek stał się już sztywną atrakcją wielu wycieczek turystycznych, ale z łatwością można tam dotrzeć pokazując taksówkarzowi napisany na kartce znakami chińskimi adres (polecam te metodę w szczególności w Chinach, gdzie często trudno dogadać się z kierowcami taksówek w języku innym niż miejscowy).

Sam bazar o powierzchni 1500m kw został założony w 1980 roku i był pierwszym takim miejscem w nowej historii Chin. Szybko zyskał uznanie miejscowych, którzy poszukiwali szybkich ulicznych przekąsek pochodzących z różnych rejonów tego kraju.

W godzinach popołudniowych do ustawionych obok siebie wózków dobierają sprzedawcy wraz ze świeżym, często jeszcze żywym towarem. Rozkładają specjały by wieczorem przygotować się na tłumy smakoszy a także ciekawskich. A znaleźć można tak różnorakie cudaki, które dla nie jednego Europejczyka nie tylko bywają dziwne ale także obrzydliwe. Stopniując sobie wrażenia można zacząć od zupy z pierogami czy same pierogi w zabawnych kształtach i formach, makarony gotowane i zasmażane z warzywami i mięsem, sfermentowane tofu, rozgwiazdy, jeżowce, zwierzęce genitalia, po mówiąc wprost (!), cuda na kiju: kraby, krewetki, kalmary, filety z kota i psa, pająki, skorpiony, robale. Słodyczożercy także znajdą coś dla siebie: różne owoce na patyku, słodkie pierogi, smażone banany i inne przysmaki.

Wybierając się na bazar warto zabrać ze sobą drobne. Ceny przysmaków wahają się od ¥5 do ¥80 z zależności od tego jak bardzo egzotyczne danie sobie wybierzesz. In nazwy i ceny są wypisane na planszach nad głowami sprzedawców, jednakże jest to jedynie fonetyczny zapis znaków chińskich, które przeciętnemu przybyszowi nic nie mówią. Watro zatem wskazać palcem i zapytać co to jest, a kucharz w prostych słowach po angielsku powie lub wskaże palcem.

Nawet jeśli nie planujesz próbować czegokolwiek, warto się przejść, poczuć klimat wieczornego gwaru, nawołujących sztuczkami sprzedawców czy chociażby poczuć zapach naprawdę ciekawego jedzenia.

Spośród wszystkich mniejszych lub większych cudaków i dziwolągów, jakie miałam okazję próbować mogę polecić: oczywiście szaszłyki z kurczakiem, kalmarami, krewetkami, a także węża, rekina, rozgwiazdę (w środku troszkę jak pasztet), świerszcze i skorpiony (chrupiące jak chipsy), żaby, makarony i pierogi. Zdecydowanie nie podeszły mi pewien robal, gruby i okrągły z cienką powłoczką – gąbczaste i rosnące w ustach. Nie mogę się przełamać do spróbowania pająka, ale to tylko dlatego, że ich po prostu nie znoszę!

azja-streetfood azja-street-food rozgwiazdaKuchnia chińska

Jeśli Ci się podoba, zostaw komentarz, lajka albo udostępnij!

Zapisz się do mojego newslettera! Skoro tutaj jesteś, to coś musiało Ciebie zainteresować, zatem bądźmy w kontakcie! Możesz to zrobić używając poniższego formularza. Będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

ovh