fbpx Skip to main content

Po raz kolejny witam w Lalibeli i nie wyobrażam sobie, że mogłabym się nie zobaczę z moim przyjacielem Alemu.
SPACER PO LALIBELI

POWRÓT DO LALIBELI-CHŁOPIEC OD SŁOWNIKA

Tak jak do tej pory miałam w zwyczaju, napisałam do chłopaka i poinformowałam go o moim przybyciu do miasta. Poleciłam mu również, by skontaktował się z Luelem, naszym przewodnikiem i ustalił szczegóły naszego spotkania. Nie mogłam się doczekać wspólnej kolacji, na ktorej miał mi przedstawić swoje efekty w nauce.

I przyszedł ten wieczór….

Usiedliśmy przy stole. Cała grupa była podekscytowana i czekała na gościa. Drzwi otworzyły się energicznie, pojawiła sie ciemna, troszkę przygarbiona, ale pewna siebie postać. Podszedł do mnie, podał najpierw rękę a potem objął. Oboje bardzo sie cieszyliśmy z powodu spotkania. W czystych, mocno sfatygowanych ubraniach zajął miejsce obok mnie. I…

Zaczął mowić po angielsku!

„Co u Ciebie słychać MAMO?” Oczy wytrzeszczyłam, buzie otworzyłam… Pierwszy raz zaczął ze mną rozmawiać bez pośrednictwa Lulka. Co więcej, pierwszy raz widziałam go uśmiechniętego i raczej pewnego siebie. Zrobiło mi się w środku bardzo ciepło i radośnie, a jednocześnie byłam pozytywnie zaskoczona tymi małymi zmianami, jakie w nim nastąpiły. Cały czas się uśmiechał.

Kolacja

Podałam mu kartę dań, by mógł wybrać sobie coś na kolację. Wybrał shyro czyli pomarańczową papkę z fasoli z przyprawami i injerę. Upewniłam się, czy nie wolałby czegoś bardziej sytego z mięsem. Patrząc prosto w oczy powiedział, że nie, ponieważ obchodzi teraz post. Pomyślałam, „przecież może wybrać jakąkolwiek potrawę, nie przejmując się ceną czy ilością, a wybrał najprostrze, najskromniejsze danie… i przyczyną był post.” Już nie nalegałam.

Widziałam twarze moich turystów oberwujących naszego gościa. Miałam wrażenie, że chyba przestali wierzyć opowieściom o doświadczonym przez życie chłopcu i naszych poprzednich spotkaniach.

Alemu właśnie kończyły się wakacje. Rozpoczyna swój ostatni rok nauki. Gdy miał czas wolny jeździł do swojej mamy pomagać na wsi. Wracał też do Lalibeli by pracować niezmiennie jako pucybut. Odkłada pieniądze. Chce podczas roku szkolnego skupić się na nauce. Jego mama jest bardzo zadowolona z wyników nauki i trzyma za niego kciuki. Motywuje go, żeby wykorzystał szansę, którą mu dajemy. Luel będąc na miejscu kontroluje wydawane przez niego pieniądze, które otrzymuje, planuje koszty jego potrzeb. Nie chcemy być oszukiwani.

Podsumowanie roku szkolnego

Po smakowitej kolacji, zapytałam czy zabrał ze sobą świadectwo podsumowujące jego ostatni rok nauki. Z uśmiechem wyjął z kieszeni różowy rulonik. Luel objaśnił mi, że oceny z pierwszej kolumny pokazują oceny sprzed podjęcia decyzji o pomocy, w drugiej po pierwszym wsparciu a w trzeciej średnia wyników z całego roku. I kolejna niespodzianka. . .

image

Spojrzałam na Alemu. Na jego czarnej jak sadza twarzy ścieciły sie dumnie oczy i radosny uśmiech. Miał świadomość, że nastąpił postęp. Pogratulowałam mu i mocno do siebie przytuliłam. Z zachwytu i dumy z mojego podopiecznego zaczęły napływać mi łzy do oczu. Moi turyści przeglądając jego świadectwo z uśmiechem na twarzy razem bili brawo pochwalne.

Mając już pewne doświadczenie, spytałam Lulka, czy te świadectwo jest oryginalne. Obejrzał je dokładnie i stwierdził, że tak. Powiedział, iż za dwantygodnie w Lalibeli spedzi kilka dni i bedzie miał okazję przejść sie do szkoły i wszystko skonfrontować. Oboje mamy świadomość, że ludzie i dzieci z takich biednych krajów, jak na przykład Etiopia, często wykorzystują dobre serce turystów. Jak do tej pory Alemu nie zawiódl nas w tej sprawie, ale chcieliśmy się o jego postępach czegoś więcej dowiedzieć. I ja i Lulek powtarzamy chłopcu, że może liczyć na nasze wsparcie. Ale gdy zauważymy jakieś nieścisłości w zeznaniach, pomoc bedzie natychmiast odcięta.

Grupa była pod wielkim wrażeniem chłopca. Zdecydowała się jeszcze zebrać pieniążki na nowy mundurek i zestaw przyborów szkolnych na zbliżający się semestr.

Po kolacji kystysta i tedż

Kolacja nie zakończyła naszego spotkania. Alemu zgodził się z nami pójść do pijalni tedżu, czyli lokalnego miodu pitnemu. Jako nastolatkowi bedą serwowane napoje typu soft. Po nie długiej przejażdżce dotarliśmy do oświetlonego pawilonu. Jednak to nie światła, ale muzyka i śpiewy sprawiały, że miejsca nie dało się nie zauważyć.

W lokalu zajęliśmy dwa stoliki. Obok mnie usiadł nasz gość. Tańce i śpiewy już na dobre się rozpoczęły. Kobiety w tradycyjnych białych strojach tańczyły etiopski taniec zwany kystysta. Polega on na energicznym poruszaniu ramionami i ich rytmicznym blokowaniu we wszystkich kierunkach, do przodu, do tylu, na przemian. Co bardziej zdolne osoby uzupełniały te ruchy wirowaniem lub blokowaniem ruchów glową. Szybko cała grupa przyłączyła się do tych egzotycznych drgawek na środku parkietu. Panie zapraszane do tańca przez Etiopczyków nie odmawiały. Starały sie powtarzać to, co wykonują ich partnerzy. Było to jednak nie łatwe zadanie.

Również Alemu nie grzał swojewgo taboteru. Wyszedl na środek i ujawnił swoje umiejętności. Po raz kolejny tego wieczoru zaskoczył nas wszystkich. Potrafił nie tylko ruszać ramionami, ale także falować swoją chudzieńką sylwetka, co wyglądało bardzo efektownie.

I tak na wspólnych tańcach zakończył się nasz wieczór. Jak zwykle otrzymał od nas worek pełny ubrań, przyborów szkolnych, słodyczy i przekąsek. Alemu poprosił mnie o wysłanie mu mailem naszych wspólnych pamiątkowych zdjęć. Serdecznie się pożegnaliśmy, obiecał, że dalej się bedzie starał koncentrować na nauce.

W nocy długo nie spałam. Myślałam o kolacji, rozmowie i Alemu, który jest przykładem ogromnej przemiany i wykorzystania swojej szansy. Wyobrażałam go sobie jako studenta na uniwersytecie w stolicy. Ciekawa jestem jak sie wszystko dalej potoczy. Nie moge się doczekać kolejnego spatkania