Widokówka: Piñakolada z pianką

Po zwiedzaniu Havany pierwszym punktem programu był odpoczynek i zabawa noworoczna w Varadero. Jest to zaledwie 3h podróży, którą przerywa przerwa toaletowa.

Wychodząc z autokaru przewodniczka zasugerowała spróbowanie podawanej tutaj pinacolady, uważanej za najlepszą. Po wyłączeniu silnika uderzyła nas wszechobecna muzyka.

Zatrzymaliśmy się przy przydrożnym barze. Był to pokryty liśćmi palmy lub bananowca szałas, którego ogrodzenie było wykonane z ustawionych w rzędzie flag, w tym polskiej. Muzyka grała tak głośno, że z trudem można było złożyć zamówienie czy porozmawiać, ale myślę, że to nikomu nie przeszkadzało. Za ladą stało dwóch dojrzalszych kelnerów, żonglujących butelkami z rumem i szklankami wypełnionymi kostkami lodu. Żonglerka wymieniała się z tańcem kontynuowanym następnie przez gości. Panowie prosili panie do tańca i odwrotnie. Były też samodzielne wywijasy!

Kremowa, spieniona pinacolada lała się białymi strumieniami. Przystankowa impreza przeniosła się na stoły i bary. Piruetom, cha-chy, salsy nie było końca. A to dopiero przedsmak kubańskiej zabawy i temperamentu…

ovh