PORADNIK: Jak się TARGOWAĆ w podróży? To prosta sprawa!

Pojechać gdzieś i wrócić bez pamiątki: bibelotu, kurzołapu, durnostojki i innego pierdu pierdu? NIE DA RADY! Zatem jak nie dać nabić się w butelkę (przynajmniej postarać się) podczas wyjazdowych zakupów? Przyzwyczailiśmy się w codziennym życiu do cen z góry ustalonych. Rzadko chodzi się na bazary, rządzą galerie i sklepy z kasą fiskalną. Inaczej jest na wycieczce. Wymarzone i dalekie podróże to okazja do nabycia czegoś, co przedłuży nam pamięć o odwiedzonym miejscu. Im bardziej różni się ono od naszej codzienności tym trudniej się oprzeć. Równie szybko może nas zlać wiadro zimnej wody na głowę po zapytaniu o cenę! Bo przecież ile może kosztować drewniana laleczka, magnes albo plastikowy breloczek? Może nawet tyle co Rolex czy Ferrari jeśli kupujesz od ulicznego gawędziarza. No może przesadzam, ale tylko trochę. Chęć posiadania jest wtedy trudna do opanowania.

W środku Pani Potrzeba się drze: MUSZĘ TO MIEĆ, a Pan Rozsądek pilnuje: PUKNIJ SIĘ W ŁEB! TAKIE DROGIE! KTOŚ NA GŁOWĘ UPADŁ! Zatem jak znaleźć złoty środek w takiej sytuacji?

Zasada nr 1 – Nie kupuj pamiątki w pierwszym miejscu, na które natrafisz.

Najtrudniej jest na początku, bo wszystko jest nowe, inne i naprawdę bardzo kuszące. Warto wstrzymać się nawet kilka dni i doprowadzić do sytuacji, kiedy te przedmioty trochę nam spowszednieją. Wówczas z całej tej masy propozycji uda nam się wybrać coś, co uważamy za warte zainteresowania, zdążymy prześledzić i porównać jakość oferowaną przez różnych sprzedawców oraz ostatecznie się zastanowić, czy wszystko co widzimy na pewno chcemy kupić. WSKAZÓWKA: Unikaj zakupów w dużych miastach lub w strategicznych punktach turystycznych. Tam ceny są zawsze dużo wyższe.

IMG_3107_1

Zasada nr 2 – Rzecz jest warta tyle ile chcesz za nią zapłacić

Oczywiście z punktu widzenia nabywcy najlepiej zapłacić symboliczną złotówkę. Tylko sprzedawca nie jest wolontariuszem, często sprzedaż drobiazgów to jego jedyny sposób na zapewnienie środków do życia swojej rodzinie. Zatem w przypadku targowania się cena jest punktem, w którym zbiegnie się propozycja sprzedającego i kupującego. Przyjmuje się, że nie targujemy ceny za jedzenie, natomiast cała reszta? Czemu nie! Z resztą sprzedawca oczekuje dyskusji, bo w niektórych krajach może być to dla niego obraza.

Zasada nr 3 – no w końcu, JAK SIĘ TARGOWAĆ?

IMG_3113_1

NIGDY nie zgadzaj się na pierwszą cenę. Chyba, że towar jest oznaczony. Jeśli już się targujesz to po to, żeby kupić dany przedmiot. Nigdy nie dopuść do sytuacji, w której sprzedawca zgadza się na twoją cenę, a Ty nagle rezygnujesz z zakupu przedmiotu. Tak się nie robi.

Jeśli jestem zainteresowana przedmiotem X, zanim zacznę jakąkolwiek dyskusję zastanawiam się, ile mogłabym za nią zapłacić tak, aby i ja i sprzedawca był usatysfakcjonowany. Tę cenę wypowiadam w GŁOWIE dzielimy na pół i rozpoczynamy dyskusję (ta różnica pozwoli mi ostatecznie dojść do mojego założenia). Odpowiedzi może być kilka: śmiech do rozpuku, wytrzesz oczu, prychnięcie połączone z gestem ręką „ nie ma mowy” lub „spadaj na szczaw, nie będziemy więcej ze sobą rozmawiać, bo mnie obraziłeś!”. Jeśli sprzedawca nie będzie się czuł „urażony” (hihi) to jest szansa na dobicie targu. Warto pamiętać, że targowanie jest swego rodzaju flirtem, także stopniowo ale i stanowczo odkrywany swoje intencje. Tutaj nie tylko proponowane kwoty mogą świadczyć o sukcesie: ton głosu i… pewne argumenty. Jakie?

– A wiesz, sprzedawca miał takie samo tylko, że taniej, to może do niego wrócę…
– To nie jest tyle warte! Cena jest dla mnie nie do zaakceptowania
– To może kiedy indziej kupie…, muszę się jeszcze zastanowić. Przyjdę później.
– To wezmę więcej, ale za mniejszą cenę
– W takim razie poproszę, ale pod warunkiem że dostanę coś gratis.

Co jeśli trafiliśmy na równego sobie negocjacyjnego zakapiora? Zapraszam do kolejnego akapitu

Zasada nr 4 – ostateczne „Myczki zakupoholiczki”

Uwaga! Tych sytuacji boja się nawet zatwardziali sprzedawcy. Korzystaj z nich pod koniec zmagań o pamiątkę.

1. Na zakupy, gdzie planowane będzie targowanie, nie ubieraj najlepszych ubrań, nie świeć biżuterią, zegarkami, super makijażem. Ja zakładam zwyczajne rzeczy tak, żeby nie przekłuwać uwagi (również mam być „niewidoczna” dla potencjalnych lepkorękich złodziei). Na chińskich straganach zasada działa wybitnie!
2. Powołaj się na „bycie studentem” J o ile jeszcze wyglądasz na studenta.
3. Warto mieć pieniądze porozkładane w różnych miejscach. Kiedy wyciągniesz i masz „tylko tyle, bo to twój ostatni dzień”, a kwota pieniędzy w ręku (ale po dłuższych negocjacjach) jest zbliżona do Twojej propozycji, to jest raczej pewne, że sprzedawca weźmie wszystko co masz.
4. Możesz wyszukać drobnej, nawet nieznaczącej usterki, którą wykorzystasz na poczet obniżenia ceny.
Pamiętaj, że sprzedawca to znakomity aktor, który potrafi omamić swoja serdecznością, zaprasza, częstuje a potem chce odwzajemnienia w postaci zakupu w jego sklepie (tak się często dzieje w krajach arabskich). Wystarczy, że spojrzysz na jakiś produkt, a sprzedawca myśli, że chcesz go kupić.

zak


Booking.com


Przyznaję, że udało mi się zminimalizować szał zakupowy wyjazdowy związany z obdarowywaniem drobiazgami znajomych i rodzinę (chyba, że zostanę poproszona o cos bardzo konkretnego). Zauważyłam, że te kurzołapy, durnostojki i mniejsze pierdu pierdu wcale nie cieszą tak jak…… EGZOTYCZNE SMAKI! Od dłuższego czasu przekonałam się, że wspólna kolacja na bazie przywiezionych przypraw z Chin, pełna ceremonia kawy z Etiopii (łącznie z paleniem ziaren na latelni!) czy przepyszne liczi z Madagaskaru cieszy o wiele bardziej i pamięta się o tym dużo dłużej. Zatem zachęcam to sprawiania innym właśnie takich przyjemności.

A Ty masz swoje strategie na targowanie się? Jeśli tak, opowiedz o nim w komentarzu poniżej!

Pozostaw swój adres mailowy a będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

IMG_6691

 

ovh