Co zobaczyć w Kenii? Morze, plaża, safari- krótki poradnik

Początek roku…

Znudzona krótkimi dniami, pluchą i chłodem na dworze, moja głowa ucieka do krajów pełnych słońca. W tych myślach zapewne nie jestem odosobniona. Zamykam oczy i widzę: szerokie plaże, nad którymi uginają się palmy kokosowe, ciepłe wody Oceanu Indyjskiego bogate w urocze rafy koralowe i pływające stwory morskie, kolorowi ludzie mieszkający na sawannie wśród zwierząt, które pamiętam z programów przyrodniczych oglądanych jeszcze w dzieciństwie. Hmm… przecież ja już tam byłam – to KENIA!

Od zawsze marzyłam odwiedzić Czarną Afrykę, a Kenia była jednym z pierwszych krajów tego fascynującego kontynentu. Dlaczego? To najprężniej rozwijające się państwo Afryki Wschodniej o ustabilizowanej sytuacji politycznej. Długie doświadczenie w świadczeniu usług przyjezdnym daje gwarancję wysokiej jakości usług na miejscu i doskonałej infrastruktury turystycznej oraz hotelowej, która nie wymaga wcześniejszego wnikliwego zgłębienia. Czego więcej potrzeba na pierwszy raz?

Najłatwiej jest pójść do agenta turystycznego lub odwiedzić stronę internetową biura podróży, który zaproponuje hotel dostosowany do oczekiwań. A Kenia ma do zaoferowania bardzo długą linie brzegową, cudne, pudrowe plaże, po których bez końca można spacerować i ogromną ofertę hoteli i resortów w różnym stylu: ogromne kompleksy z wieloma restauracjami oraz kameralne butikowe hoteliki z domkami wyposażonymi w prywatne baseny a nawet obsługę gotującą i sprzątającą.

Na każdym rogu usłyszysz „hakuna matata!” co znaczy nie ma problemu. I rzeczywiście, to kraj w którym króluje uśmiech, radość, taniec, egzotyka, która nie musi wyczyścić twojego portfela.

Na leniucha….

Słońce jest czymś, czego w Polsce zdecydowanie brakuje, a w Kenii? To wręcz słoneczna kraina pełna miejsc egzotycznych i raj dla miłośników sportów wodnych: surferów, kitesurferów i windsurferów! Silne wiatry oraz bardzo długi płytki brzeg (uwaga! tutaj są największe na świecie przypływy i odpływy mogące mierzyć nawet 1km!) pozwala bezpiecznie nauczyć się tych sportów każdemu w każdym wieku. To mekka dla pasjonatów tej rozrywki!

Nie można również zapomnieć o kolorowych i pięknych rafach koralowych. Ciekawym połączeniem relaksu i nurkowania jest wycieczka w okolice koralowcowej wyspy Wasini. Z wioski Shimoni ruszają tradycyjne drewniane łodzie dowh. Wraz z wesołą załogą dopływa się do Wodnego Parku Narodowego Kisite. Przy odrobinie szczęścia, podczas snurkowania lub nurkowania z akwalungiem można spotkać grupę delfinów, które nie boją się wejść w interakcje z człowiekiem. Gdy już znudzi się pływanie, dociera się na wyspę, gdzie czeka obiad: najwspanialsze kraby w ilościach nieograniczonych, ryba grillowana, kurczak w sosie suahili, świeże owoce oraz zimne napoje. Z pełnymi żołądkiem zwiedza się również niezwykłą wioskę, gdzie prąd pochodzi z paneli słonecznych, domy są zrobione z brył koralowca, a co najciekawsze, nie ma dróg a tym samym samochodów!

A jeśli chodzi o jedzenie to gdzie smakosze owoców morza zjedzą je lepsze niż na wybrzeżu! Seafood platter to wręcz obowiązek każdego ich miłośnika: kalmar,homar, langusta, kilka rodzajów krewetek, merlin, krab… Niebo w gębie! Z resztą kuchnia wybrzeża, inaczej kuchnia suahili, jest bardzo ciekawa. Dominują różne przyprawy, które nie są szerzej znane w naszych domach, np. tamaryndowiec. Mnie osobiście najbardziej spakował kurczak w kokosie, mimo że tamtejsze to kurki-sprinterki i czasem trudno doszukać się mięsiwa… ale jak już trafi….. Mniam!

Podróż w kenijskie tropiki to także okazja do zachłyśnięcia się świeżymi owocami: bananami, papajami, soczystymi ananasami i mango. Najlepszym orzeźwieniem jest woda kokosowa z owocu, który dopiero co został ścięty przez ochroniarza w przyhotelowym ogrodzie. Smaku tych rarytasów nie da się zapomnieć, a kupne w polskim markecie nie da się z czymkolwiek porównać.

Ale można też ruszyć ciut dalej…

Zacznijmy chociażby od Mombasy – serca kenijskiego wybrzeża, miasto z historycznym portem i drugie pod względem wielkości w kraju. Znane co najmniej od 2000 lat i już wtedy odgrywało znaczącą rolę w handlu międzynarodowym między innymi z Półwyspem Arabskim oraz Azją. Z tego też powodu wielokrotnie było celem napaści i prób przejęcia przez atakujące narody. Po dziś dzień można oglądać pozostałości po okresie walk a także prosperity.

Jednak to co sprawia, że Mombasa jest z centrum zainteresowania to niezwykła architektura starego miasta, którą widać na każdym kroku, będąca efektem mieszanki kulturowej przewijających się handlarzy z Azji, Afryki, Półwyspu Arabskiego oraz okupantów z Europy. Spacer krętymi, ciasnymi uliczkami, poznawanie lokalnego, bazarowego galimatiasu jest absolutnie fascynujące. Zawsze w mojej głowie pojawia się to samo pytanie: I tak żyli możni tamtego świata? Pełno jest starych meczetów budowanych przez bogatych Arabów, świątyń hinduistycznych czy konstrukcji obronnych. W tym mieście trzymano i handlowano luksusowymi towarami: kością słoniową, rogami i skórami egzotycznych zwierząt, porcelaną, szlachetnymi kamieniami i delikatnymi materiałami, przyprawami oraz oczywiście niewolnikami… Ducha handlu czuć do dnia dzisiejszego, tylko że w mniejszej skali.

Jeśli nie zabraknie Ci odwagi, warto skorzystać z usług tuk-tuka (małych, trójkołowych pojazdów miejskich) czy boda-boda, których to kierowcy mogą się okazać najtańszymi i najlepszymi przewodnikami.

Okolice Mombasy również są atrakcyjne! Fantastycznym pomysłem na spędzenie popołudnia jest pojechanie do Haller Park – zaprojektowanego ogrodu botaniczno-zoologicznego w taki sposób, że zapętla się tam ekosystem i łańcuch pokarmowy. Mówiąc o zwierzętach, trafiają tam te okazy, które wymagają opieki weterynaryjnej lub pochodzą z nielegalnych zoo i potrzebują ręki człowieka. Warto się tam wybrać w godzinach karmienia hipopotamów, krokodyli oraz żyraf, jak widać na załączonym obrazku. To jak spotkanie trzeciego stopnia z najdzikszą naturą. Niedaleko znajduje się również farma krokodyli z okazami tych zwierząt w różnym wieku i o przeróżnych gabarytach: od maleństw po olbrzymy liczące nawet 60 lat!

Jeśli zabraknie pamiątek albo mało drewnianych cudaków, kurzołapów i durnostojek, to trzeba pojechać do wioski Akamba. Tam przedstawiciele grupy o tej samej nazwie masowo, ale w kooperacji i stowarzyszeniu tworzą wszelkiej maści dzieła, które następnie sprzedają w naprawdę bardzo przystępnych cenach (podejrzewam, że większość pamiątkarskiego zaopatrzenia w Mombasie jest wykonana ich rękami).

Safari to znaczy podróż! W głębi kraju czeka na Ciebie prawdziwa przygoda!

Kenia to również raj dla miłośników zwierząt. Dla mnie to powrót do czasów, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem. To tutaj Leakey jako jeden z pierwszych obmyślał, w jaki sposób powinno się chronić słonie, a przede wszystkim nosorożce przed katastrofalnym działaniem kłusowników. Stworzył skuteczne praktyki i wydzielił parki narodowe. Dzięki niemu w Kenii możemy podziwiać stada zwierząt, o które zadbał w przeszłości.

Aktualnie największą popularnością cieszą się trzy obszary chronione: Masai Mara, Tsavo East/West oraz Amboseli.

Masai Mara znaczy cętki. To najczęściej odwiedzany rezerwat w kraju. Jest domem dla setek lwów. Ale nie one czynią rezerwat jednym z najsławniejszych na świecie: wielka migracja setek tysięcy zwierząt, zebr, antylop i gazel, między Kenią a Tanzanią z najtrudniejszą przeszkodą, jaką jest rzeka Mara. Odwiedzając Kenię w miesiącach letnich jest wręcz obowiązkiem pozostać na tym terenie chronionym przynajmniej dwa dni! Dlaczego aż tyle? Po pierwsze, aby mieć okazję dojechać do rzeki Mara i przyglądać się nieśmiałym próbom gnu przedarcia się na drugą stronę rzeki, unikając jednocześnie paszcz głodnych krokodyli. Po drugie, wczesnym rankiem warto wybrać się na lot balonem (nawet jeśli jest to droga przyjemność- ok 350$). Wschód słońca oglądany z wysokości jest prologiem. Dopiero z góry można dostrzec tę ogromną masę zwierząt, która pokonała tysiące kilometrów, aby na zielonych pastwiskach Masai Mara wykarmić młodziutkie potomstwo. Poruszają się wstęgami JEDNA za DRUGĄ, pozostawiają niesamowite wzory na ogromnej przestrzeni. To nie tylko uczta dla oczu, ale także dla uszu. Wystarczy poprosić pilota o wyłączenie palnika gazowego nagrzewającego powietrze i usłyszysz kroki i uderzenia milionów kopyt. Naprawdę to usłyszysz! Do usługi wliczone jest również wykwintne śniadanie w plenerze, które rozpoczyna się lampką szampana. Jadąc na balonowe safari wiedziałam, że doświadczę czegoś absolutnie niezwykłego!

Opowiadają o Masai Mara nie można również zapomnieć o wysokich Masajach – jednym z najbardziej walecznych ludów Afryki. Mieszkają w boma (wioskach) w domkach (manyata) zrobionych z gałęzi, gliny i krowich odchodów. Mężczyźni często w fantazyjnych warkoczykach noszą czerwone, kraciaste kocyki i rungu (kijek zakończony kulą do rozbijania czaszek zwierząt) przyczepionym do paska. Ich wysokie podskoki wywołują zazdrość u mężczyzn, kiedy wiedzą, że tym sposobem potrafią skraść serce niejednej białej kobiety (Carinne Hofman w zekranizowanej książce „Biła Masajka” opisuje swoje doświadczenia jako mieszkanka wioski i żona Masaja).

Park Tsavo East oraz Tsavo West są najbliżej od najczęściej wybieranych plaż w okolicach Mombasy. Słyną ze słoni, które chcąc się ochłodzić, zażywają kąpieli i posypują się ziemią. Z tego powodu nazywane są czerwonymi słoniami. Park Amboseli oprócz oczywistej obecności licznych zwierząt oferuje niesamowite krajobrazy, między innymi na szczyt Kilimanjaro w sąsiadującej Tanzanii.

Podczas safari można ustrzelić aparatem fotograficznym wielką piątkę, lwa, lamparta, słonia, nosorożca oraz bawoła, czyli te zwierzęta, które cieszyły się największym zainteresowaniem wśród łowców z ostrą bronią w reku, szukających trofeów.  Dość pokaźną listę innych zwierząt wraz z ciekawostkami o ich życiu znajdziesz w innym moim tekście TUTAJ.

Mnie osobiście najbardziej podoba się Park Narodowy Jeziora Nakuru, który już wielokrotnie zajmował czołowe miejsce w rankingach National Geographic. Mimo, że nie jest to duży teren, można tam znaleźć sawannę galeriową tworzoną przez niezwykłe akacje lerai o zielonkawym, poplamionym pniu, okupowane przez stada pawianów oliwkowych, sawannę jako bezkresną przestrzeń z żyrafami, stadami impali oraz kilku gatunków antylop, a nawet gdzieś całkiem blisko lamparta i nosorożca. Ale najpiękniejsze jest samo jezioro, które robi się różowe od niewyobrażalnej ilości flamingów oraz pelikanów brodzących w jego. Miejsce absolutnie bajeczne!

To tylko dosłownie SZCZYPTA tego, co można robić i zobaczyć w Kenii, tak tylko na zachętę. Mam nadziej, że właśnie przeglądasz kalendarz i sprawdzasz swoje możliwości, kiedy będziesz mógł rozpocząć tę najpiękniejszą podróż do Afryki. Pamiętaj też, aby zadbać o zdrowie, pakując odpowiednio APTECZKĘ, by przygotować się na ewentualną BIEGUNKĘ PODRÓŻNĄ, która może zdarzyć się tak naprawdę wszędzie (!), sprawdź sprawdzić swoje SZCZEPIENIA. Ta LISTA pomoże ci spakować swój bagaż.

Tekst powstał przy współpracy z biurem Itaka.


Jeśli Ci się podoba, zostaw komentarz, lajka albo udostępnij! Będzie mi bardzo miło z tego powodu

Zapisz się do mojego newslettera! Skoro tutaj jesteś, to coś musiało Ciebie zainteresować, zatem bądźmy w kontakcie! Możesz to zrobić używając poniższego formularza. Będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

Facebook Comments
  • Tomek Bacza

    Świetny tekst pozwolił mi na chwile powrócić myślami do Kenii a byłem tam ponad 17 lat temu. Wszystko jest takie jak opisujesz ;-). Ze swojej strony mogę dodać fantastyczne i uczciwe podejście lokalnych sprzedawców i handlarzy maja poczucie humoru i są uczciwi co nie zawsze można powiedzieć o turystach. Tam targowanie sie to swego rodzaju rytuał,gra słów pomysłów i przede wszystkim fajna zabawa, kupując cokolwiek poza sklepem za proponowaną cenę sprawi się sprzedającemu zawód oni uwielbiają sie targować a w każdym razie lubili to wtedy gdy tam byłem. Z safari w Masaj Mara nie zapomnę chyba nigdy Nosorożców to jedne z piękniejszych stworzeń, miałem okazje widzieć je na żywo bez żadnych barierek stojąc zaledwie pare metrów od nich i patrząc jak w spokoju skubią trawę. To uczucie pamietam do dziś i ten dreszczyk emocji i ciszę dookoła. To przypominało mi scenę z parku jurajskiego tylko tutaj działo się na prawdę i zamiast Dinozaurów były piękne Nosorożce. O Kenii można by pisać i mówić w nieskończoność, dodatkowo jest tam bardzo sprzyjający klimat i każdy praktycznie czuje się swietnie, można zapomnieć na chwile o swoich chorobach i problemach 😉

    • W tym roku wracam do Kenii po 4 latach nieobecności. Już się nie mogę doczekać spotkania ze znajomymi. Jestem również bardzo ciekawa jak bardzo zmieniło się jezioro Nakuru. Podczas mojego ostatniego pobytu bardzo wylało zniechęcając flamingi i pelikany do swoich wód. Mam nadzieję, że widoki z Baboon Cliff mnie nie zawiodą 🙂

      • Tomek Bacza

        to miłej podroży życzę i niech Jezioro Cie nie rozczaruje 😉

ovh