Chorwacja inaczej – poza utartym szlakiem

Ten wyjazd od samego początku zapowiadał się inaczej pod wieloma względami. Po pierwsze, przejazd odbywał się nocą i my jako pasażerowie musieliśmy zadbać o czujność kierowcy, żeby czasem nie za wcześnie zakończyć wakacje na ostrym dyżurze po stłuczce. Po drugie, w porównaniu do naszego wcześniejszego wyjazdu Monią, Adrianem i Leosiem, maluch już trochę podrósł i pokazuje swój charakterek. W związku z tym, podróżowanie chcąc nie chcąc było podporządkowane Leosiowi (Monia pewnie czyta i tu potwierdzam kolejny raz, nie miałam z tym żadnych kłopotów!). Po trzecie, więcej osób to więcej rozmów na temat planowania podróży i czasem więcej spięć.Ale zaczynając od początku.

Podróż

Zakładaliśmy wyjazd ok 20, ale ponieważ wszystko odbywało się na wariackich papierach (jak wynika z POPRZEDNIEGO WPISU) i musiałam uzupełnić bagaż start trochę się opóźnił 😀

Cała podróż przez Czechy, Austrię oraz Słowenię do Zadaru w Chorwacji, nie licząc leosiowych przystanków trwała 12 godzin (mały bohater praktycznie nie dawał na we znaki!). Na tym odcinku naszą siedmioosobową białą strzałą byliśmy zobligowani do zakupu winiet:

Czechy: za 10-dniową winietę (oznaczenie D) dla pojazdów do 3,5 t  kosztuje 310 CZK (ok. 46 PLN)
Austria: za 10-dniową winietę dla pojazdów do 3,5 t kosztuje 8.80 Euro
Słowenia: za tygodniową winietę dla pojazdów 3,5 t (klasa 2A) kosztuje 15 Euro
Chorwacja: płaty za przejazd autostradami i drogami ekspresowymi pobiera się tylko i wyłącznie na bramkach – nie ma opłat w formie winiety.

Winiety można nabyć w wielu punktach na terenie danego kraju: sklepach, kioskach, stacjach benzynowych i w innych miejscach. Są również dostępne na stacjach benzynowych sąsiednich krajów, które zlokalizowane są 30-40 km od granicy
Na stronie Polskiego Związku Motorowego można znaleźć pełen wykaz opłat drogowych w Europie. Znajdziesz je TUTAJ.

To, co było niewątpliwymi zaletami nocnej podróży to fakt że, przyjeżdżając na miejsce popołudniu od razu mogliśmy cieszyć się urokami naszego apartamentu z basenem! Dodatkowo, a to już wyszło z perspektywy czasu, odnieśliśmy wrażenie, że jesteśmy w Chorwacji dłużej o kilka dni i w pełni wykorzystujemy każdą spędzoną tu chwilę.

Plan

Jak sama nazwa „spontan” nie wskazuje wcześniej założonego planu. Z Monią wiedziałyśmy od samego początku, że nie planujemy podążać typowym szlakiem turystycznym. Tym bardziej, iż w naszej grupie są osoby, dla których wizyta w Chorwacji nie jest pierwszą. Zaopatrzone w przewodnik, Internet i mapkę zrobiona w biegu postanowiłyśmy na miejscu zdecydować o ostatecznym kształcie naszego kilkudniowego wyjazdu. Nie mogę oczywiście zapomnieć również o koledze Mateusza – Goranie, który stając na uszach prowadzał nas w ciekawe miejsca.

Plaża

Ci co marzą o delikatnym piasku pod stopami NIECH O TYM ZAPOMNĄ! Chorwackie brzegi są kamieniste i bez butów o gumowej podeszwie trudno się chodzi (jeśli nie możesz kupić na miejscu odpowiedniego obuwia, polecam wówczas wejście na czworaka odpychając się rękami dna) :DDD

Diklo

Pierwsza plaża, na którą trafiliśmy za rekomendacją naszego chorwackiego przewodnika Gorana. Wyobrażaliśmy sobie raczej odludne miejsce, bez natłoku ludzi i knajpianego gwaru. Co prawda, całkowicie odbiegała od naszych oczekiwań, ale na popołudniowy relaks po długiej podróży to strzał w dziesiątkę!

dikloZaton

Przewodniki wyliczają bodaj osiem miejsc z piaszczystymi plażami. Pokusiłyśmy się tam pojechać do Zaton okrzykniętej „najładniejszą plażą w okolicy Zadaru”. Nie wiem skąd takie zdanie, bo wg mnie to absolutna pomyłka. Nie dość, że za wejście sobie słono liczą, to piasek wcale nie ma złocistego koloru, ale raczej przypomina ten z mocno zanieczyszczonej piaskownicy, w której załatwiają się nasze czworonożne pupile. Ci zabawowi znajda tam głośne restauracje i bary, dzieci zjeżdżalnię i linki do wspinaczki. Nas wspomniana plaża nie zainteresowała właściwie niczym. Ok, Leoś mógł przez chwilkę ze swoim tata poszaleć na placu zabaw podczas gdy z Monią robiłyśmy obchód kontrolny.

zaton zaton1Pag – Bosana

Udało nam się natomiast trafić w miejsce rzeczywiście godne polecenia. Tuż za miejscowością Pag, na północ znajduje się Bosana. Miejsce te wybraliśmy ze względu na internetowe i Gorana rekomendacje oraz fakt, że znajdowała się stosunkowo blisko Zadaru (ok 1,5h jazdy autem).

W Bosana można niestety natrafić na dwa problemy: trudność w znalezieniu parkingu oraz BARDZO wąskie uliczki pomiędzy domami, gdzie miała się poruszać nasza siedmioosobowa kolubryna. Ostatecznie auto zostało na drodze dojazdowej.

bosana Bosana plaza

Sam dojazd z Zadaru do Bosana przez Pag to istna uczta dla oka. Droga prowadzi raz wzdłuż błękitnej linii morza wlewającego się pomiędzy sąsiadujące wyspy w kolorze piaskowca bez nawet odrobiny roślinności, raz szczytem wzniesień odkrywając zapierającą dech w piersiach księżycową panoramę.

pag

PS.Muszę powiedzieć, że na wielu plażach byłam i w Afryce i w Azji i w obu Amerykach. Takiej czystej, o przyjemnej temperaturze wody naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałam. Niezależnie od tego, którą plaże odwiedziłam, miejską w samym centrum Zadaru czy w lokalnym porcie, na wycieczce w Parku Narodowym Kornaty, czy właściwie gdziekolwiek się zatrzymaliśmy woda była absolutnie niebieska, przeźroczysta, zapraszająca do kąpieli. Ten widok mam cały czas przed oczami i cały czas wzbudza we mnie jednakowe zdumienie i zachwyt!

Lojena

Dotarliśmy tam z wycieczką zorganizowaną (o tym  dalej w tekście). Jest jedną z nielicznych kamienistych plaż, ale z miękkim, piaszczystym dnem. Pobyt zapowiadał się doskonale: spokojna woda w zatoce, która nagrzała się od promieni słonecznych, na horyzoncie jachaty dające przeświadczenie, że jesteśmy naprawdę w ekskluzywnym miejscu. Czar jednak prysł bardzo szybko: w ciągu kilka chwil plaża była wręcz zalana ciasno ułożonymi ręcznikami turystów nie tylko z naszej, ale i kilku innych statków w taki sposób, że z trudem można było znaleźć miejsce stopę w drodze do wody. Równie szybko zmyły się z pola widzenia jachty, szukające bardziej kameralnego postoju. No cóż… czego właściwie można się spodziewać przyjeżdżając do Chorwacji w szczycie sezonu…

Ale chyba co najważniejsze: nie da się odmówić urody plaży Lojena!!!

lojena

Przygoda

Chorwacja to nie tylko plaże, ale także wodospady i jeziora. Spośród tych, które już są licznie odwiedzane przez turystów, Jeziora Plitvickie oraz wodospady Krka. 

Pank Narodowy Velebitu Północnego

Bez wątpienia dwa wcześniej wspomniane miejsca również absolutnie zasługują na uwagę, ale my omijając turystyczne szlaki wyruszyliśmy do Parku Narodowego Velebit, znajdujący się 1,5-2 h Drogi od Zadaru. Goran jednak skutecznie nas przekonał swoimi trzema argumentami: 1) w Krka jest bardzo dużo turystów a w najładniejszych miejscach nie można się kąpać, 2) do jezior mieliśmy dość daleko a, tu trzeci argument, w PN Velebit nie dość, że wody są powszechnie dostępne i nie przyjeżdżają tam autobusy wycieczkowe, to jeszcze pokaże nam, gdzie możemy relatywnie bezpiecznie skakać z wodospadu! Ta ostatnia kwestia miała szczególe znaczenie: Monia mogła, jak stwierdziła, po raz pierwszy wykorzystać GoPro do tego, do czego zostało stworzone. Poza tym, kto nie lubi adrenaliny??? My ja uwielbiamy!

Velebit view Velebit falls Babacia z Velebit

Z całego tego zamieszania powstał filmik dokumentujący nasze poczynania:

Park Narodowy Kornaty

Nie zdarza mi się na moich prywatnych wyjazdach korzystanie z wycieczek fakultatywnych przede wszystkim ze względu na wielką niechęć Mateusza, który po pierwsze ma ambicje samodzielnie organizować tripy, po drugie ma wątpliwą satysfakcję przebywania w dużej grupie nieznanych sobie osób, których zachowanie trudno przewidzieć. Będąc jednak na wyjeździe z dzieckiem z Monią zdecydowałyśmy, że nie będziemy porywać się na samodzielne organizowanie i lepiej skorzystać z (wydawałoby się) pewnej zorganizowanej opcji.

Pech jednak chciał, że wszystko co najgorsze skumulowało się podczas tej wycieczki. Wszelkie niezbędne wygody, które miał być zagwarantowane dla wszystkich okazały się wyssane z palca na tym pseudo pięciogwaizdkowym statku: brak klimatyzacji i obrzydliwy smród paliwa, dostępna woda w wielkich bańkach nie nadawała się do picia (z resztą sama ekipa pracująca na statku nie tykała tej wody tylko piła płatną butelkowaną), na wyższym pokładzie miał być taras z leżakami, a niestety zamontowano tam dodatkowe stoły, aby upchać jeszcze więcej ludzi (ulotka głosiła, że na statku ma być ograniczona liczba gości dla zachowania komfortu podróży). Poza tym wszędzie porozlewano cuchnącą rakiję (ale przecież jest jeszcze ta wspaniała!), która nawet nie stała koło bimbru (chyba chciano nas upić, byśmy nie zwracali uwagi na niedotrzymane słowa), a serwowany obiad rzucony niechlujnie na talerz nie zachęcał do jedzenia. Podsumowując, Mateusz niestety znowu miał rację…

20160905_114148-1

20160905_114326-1Na szczęście krajobrazy zrekompensowały nasz zawód związany z organizacją tej wycieczki (100-150zl)

plaza Kornaty Kornaty view kornaty karonaty 1 Miasto na Kornatach

Miasta

Zadar

Naszą bazą wypadową w różne części Chorwacji stał się Zadar. Wybór był nieprzypadkowy: tutaj mieszka i pochodzi nasz chorwacki znajomy, który podczas pobytu wcielił się w role najlepszego przewodnika.

Za dnia szalejąc gdzieś w terenie, Zadar poznawaliśmy wieczorami podczas spacerów. A o tej porze dnia stare miasto prezentuje się imponująco! Wąskie, klimatyczne uliczki tętniące życiem, pachnące dobrym jedzeniem i muzyką zachęcającą do tańca (od naszego apartamentu do roztańczonych lokali było dość daleko, ale muzyka na tyle się niosła, że można było zorganizować balangę nad basenem!). Wszystko to w towarzystwie historycznego kościoła świętego Donatana z IX wieku (z wysoką wierzą, na którą można wejść stromymi schodami!) i na pozostałościach fundamentów rzymskiego forum, będącego największym we wschodniej części Adriatyku (historia miasta sięga IV w. p.n.e)

Zadar - kosciol sw Donatana

Jednak od 2005 do Zaradu ściągają rzesze turystów, których mniej interesują romańskie zabytki. ale organy morskie oraz instalacja Pozdrowienia słońca. Obie atrakcje są zlokalizowane na zadarskim wybrzeżu z widokiem na Adriatyk. Morskie organy są wbudowane w schody schodzące do wody. Ich dźwięk jest wydawany wówczas, gdy do podwodnej tuby wpłynie wraz z falą woda. Im większa fala tym głośniejszy dźwięk. Niesamowitym ukojeniem po rozpędzonym dniu jest przycupnięcie na ów schodach i przyglądanie się zachodzącemu słońcu.

Pozdrowienia słońca to panele słoneczne w kształcie wielkiego okręgu umieszczone na kamiennym brzegu, które nocą w sposób symboliczny komunikuje ze słońcem poprzez kolorowe iluminacje. Nam niestety nie było dane tego zobaczyć – instalacja się popsuła.

Nin

16 km na północ od Zadaru znajduje się maleńkie, ale bardzo ciekawe z długą historią miasto Nin. Pośród wąskich, malowniczych uliczek przepełnionych małymi kramami z rękodziełem, restauracjami i nie tylko (tu odezwały się dziecięce instynkty: zapuściliśmy się z w sklepie z żelkami oraz pralinami i wyszliśmy z pełną torbą smakołyków :D). Znaleźliśmy najcenniejszy zabytek: kościół Świętego Krzyża wybudowany w IX w., uważany za najmniejszą katedrę na świecie. Na wprost od wejścia do kościółka znajduje się urocza restauracja z widokiem na stare miasto. Z jej tarasu widać otoczoną murem zabudowę wyspy, na której leży Nin, a z oddali można wypatrzeć jedną z dwóch potężnych bram (XV-XVII w.) pozwalających wejść do miasta. nin ulice nin

 Poza miastem warto odwiedzić jeszcze jedną perełkę. W miejscowości Prahulje prowadzą do niej znaki drogowe, zatem nie można jej ominąć. Chodzi o samotnie stojący na wzgórzu kościół świętego Mikołaja z XII. Urzekł mnie swoją prostotą dodatkowo podkreślaną szeroką, pustą panoramą, gdzie tło stanowią wysokie góry Velebitu.

W wielu księgach jest napisane, że w Ninie koronowanych było siedmiu królów Chorwacji, którzy po koronacji przyjeżdżali do kościoła św. Mikołaja, by ukazać się poddanym i wznieść swój miecz w kierunku czterech stron świata.

sw Mikolaja


Chorwackie smaki…

…to pewne ciekawe doświadczenie. Po pierwsze, sprzedawana tam pizza była dziesiątki razy smaczniejsza od tej, którą kosztowałam na mediolańskich ulicach. Na zadarskim starym mieście na każdym rogu z łatwością można znaleźć punkty sprzedające pizze na porcję. Wstyd się przyznać, ale zajadaliśmy ją na każdym wieczornym spacerze.

Kolejna sprawa: lodziarnie są wszędzie, a sprzedawane gałki są wielkości potężnej pięści. Mateusz zaliczał każdą możliwą cukiernię i próbował nowe smaki. Ja się obawiałam jego powrotu z dodatkowymi kilogramami, a okazało się, że ta lodowa rozpusta w ogóle nie wpłynęła na rozmiar ubrania. :DDD

Jednym z naszych odkryć jest pekara, czyli po prostu piekarnia (wcześniej zasmakowałam jej dobrodziejstw podczas wizyty w Serbii w Belgradzie). Zaopatrywaliśmy się tam w różnego rodzaju pieczywa z różnego ciasta i dodatkami: słodkimi dżemami i owocami, a także słonym nadzieniem, jak szpinak czy pieczarki. Te rarytasy zabieraliśmy ze sobą w podróż, by zaspokoić pierwszy głód.

Jest pewne danie, którymi Chorwaci się chlubią i uważają za rarytas. To pieczone i pokrojone na mniejsze tłuste mięso i kości jagnięce. Właściwie więcej było tam gnatów niż czegoś do posmakowania. Niestety większość naszego towarzystwa próbując tego dania zastanawiała się nad pierwszeństwem zjedzenia czy zwymiotowania. No niestety, nie na nasze podniebienie takie smaki i zapachy – Chorwaci będą zasmuceni…

Pewnego wieczoru nasz przewodnik Goran sprawił nam niezwykłą niespodziankę. Zostaliśmy zaproszeni do jego rodzinnego domu na niezwykłą kolację. Niezwykłość polegała nie tylko na atmosferze, która w przypadku Chorwatów obfituje we wszechobecną radość i cudowną gościnność, ale przede wszystkim…. nawet nie wiem jak to nazwać.. okolicznościach przygotowania kolacji. Okazało się, że tata Gorana jest zawodowym nurkiem. Minionej nocy ruszył na niebezpieczne łowy z całym specjalistycznym oprzyrządowaniem umieszczonym na jego ramionach po to, aby zebrać z dna morza specjalnie dla nasz ogromne ilości muszli z małżami św. Jakuba (przegrzebki) oraz kraby. Adrian i Monika, którzy do owoców morza podchodzili z rezerwą i brakiem przekonania, zajadali się tymi świeżymi pysznościami przygotowywanymi na grillu aż im się uszy trzęsły (z resztą to jest moment, od którego przestali je nazywać robalami:D)

kolacja u Gorana

Podczas naszego krótkiego wyjazdy odwiedziliśmy również dwie restauracje.

  • Mamma Mia w Zadarze, Put Dikla 54, 23000, Zadar, Chorwacja, https://mammamia.fullbusiness.com/ – niedrogie bardzo dobre włoskie jedzenie z doskonałym chorwackim winem!!!
  • poszukując owoców morza odwiedziliśmy Konoba Micic, Ul. Majstora Radovana 2, 23000, Zadar, Chorwacja (konobą nazywa się restaurację regionalną, która serwuje dania lokalne i domowe, często w towarzystwie muzyki; podróżując po Chorwacji szyldów z tym napisem pojawiało się naprawdę baaaardzo wiele)

    SMACZNEGO!!

konoba - owoce morza konoba Zadar

Jak Wam się podobają chorwackie propozycje? Zapraszam do komentowania!

Zapisz się do mojego newslettera! Skoro tutaj jesteś, to coś musiało Ciebie zainteresować, zatem bądźmy w kontakcie! Możesz to zrobić używając poniższego formularza. Będę Ciebie informować o nowych postach, konkursach oraz spotkaniach!

Email

Facebook Comments
  • Joanna Boczkowska – Brygier

    Byłam w Chorwacji raz- na wycieczce objazdowej- ale własnym samochodem- od Puli do Dubrovnika. Było cudnie. Początek maja- wszystkie rośliny dookoła kwitły. Polecam odwiedzić w przyszłości Omiš- z jednej strony morze- z drugiej wielki skalny masyw.
    Z innych miejsc- poza tymi znanymi: Podobało mi się w Cavtat- na samym krańcu Chorwacji.

  • Pingback: Trudne początki chorwackiej przygody – Szpilki w Plecaku()

  • KU PAMIĘCI – nadesłane w wiadomościach prywatnych przez jednego z czytelników: „jedna z ładniejszych <> plaż znajduje się na Marinie Bibinje niedaleko Zadaru. W tym roku jeszcze darmowa, w przyszłym pewnie nie”
    ———
    Sprawdźcie zdjęcia! wydaje się być CUDNA! A ponieważ planuję wrócić do Chorwacji to na pewno odwiedzę te miejsce!

ovh