„Afrykańskie wybory”

11 WATCH DOCS
Właśnie wróciłam z filmu „Afrykańskie wybory” Jarreth’a Merz’a wyświetlanego w ramach Festiwalu Filmowego Watch Docs Prawa Człowieka w Filmie. Pokazywał on pracę dwóch kandydatów na prezydenta w 2008 r. na miesiąc przed dniem głosowania. Autor filmu chciał pokazać nie tylko demokratyczne ambicje startujących, ale również ogromną świadomość swojej siły samych głosujących.
Ghana będąc pierwszym krajem afrykańskim, które wyrwało się z więzów kolonializmu, od samego początku, oczywiście z różnymi konsekwencjami, podejmowała próby demokratyzacji kraju w ramach afrykańskiej rzeczywistości i możliwości. (Właśnie przypomniał mi się fragment książki Kapuścińskiego. W latach 60. władze starały się być bliskie obywatelowi do tego stopnia, że najwyżsi urzędnicy państwowi przyjmowali petentów osobiście, wysłuchując ich zażaleń, w większości, i zachwytów, w mniejszości).

Dokument ten w znakomity sposób naświetlał problemy regionu, takie jak trudność w znalezieniu pracy czy analfabetyzm. Nie mniej jednak ogromne wrażenie zrobiła na mnie świadomość polityczna, dbałość o jakość wyborów, ale przede wszystkim zaangażowanie mieszkańców Ghany.

Nigdy nie byłam na wiecu wyborczym. Może dlatego, że współcześnie, przy obecnych środkach komunikacji i informatyzacji odgrywają coraz mniej znaczącą rolę. Ale nie w Afryce, nie w Ghanie. Ilość osób w nich uczestnicząca jest zdumiewająca. Możliwe, iż ich codzienne życie jest bardzo trudne, a wiec połączony w muzyką jest swego rodzaju rozrywką. Na pewno nie trudno wówczas o populizm kandydatów na wysokie stanowiska. Uczestnicy spotkania mają ogromne nadzieje, wierzą w poprawę ich trudnej rzeczywistości. Nadzieja ta wypisana jest w ich całych ciałach: uśmiechach i tańcach.

Czort jeden wie czy głoszone hasła zostaną wcielone w życie. Z reszta, jak podkreślali obserwatorzy, ich programy bardzo się od siebie nie różniły. Różnica polegała na sposobie jego ubierania w słowa. Cel był ten sam.

W wyborach uczestniczy wielu kandydatów z wielu partii politycznych, jednak ujawnili się dwaj zdecydowani faworyci, z dwóch konkurencyjnych partii, aktualnie rządzącej Nowej Partii Patriotycznej oraz Narodowego Kongresu Demokratów. Kongres jest wspierany przez byłego dyktatora, Jerry’ego John’a Rowlingsa, który mimo iż zdobył władze w wyniku zamachu stanu, jest powszechnie szanowany w całej Afryce z powodu wybudowania podstaw demokracji w Ghanie, mogącej być wzorem dla innych w tej materii..

Ponieważ kraj ten ma młode, silne i wiadome tradycje demokratyczne, obaj kandydaci używają podobnych argumentów. Kampanie obu liderów da przeprowadzane w sposób bardzo przemyślany i profesjonalny. Często odwołują się do przykładu swoich sąsiadów chcąc uniknąć ich błędów.

Dzień wyborów. Komisje wyborcze otwierane są o 7.00 rano, ale tłumy o trzeciej zaczynają się już gromadzić. W momencie otwarcia zebrała się już potężna grupa osób chcących uczestniczyć w głosowaniu. Najpierw trzeba było podejść do jednego stolika, gdzie urzędnik sprawdzał uprawnienia, natomiast przy kolejnym stoliku otrzymywało się kartę do głosowania. Składała się ona z ramek, gdzie odpowiednio uporządkowane było logo partii oraz nazwisko kandydata na prezydenta.

Chętnych do uczestnictwa w wyborach przybywa z godziny na godzinę. Pojawia się pewne poruszenie, zaistniało wysokie prawdopodobieństwo powtórzenia się sytuacji z przed kilku lat: niewystarczająca ilość ko wyborczych w porównaniu z liczbą osób chcących uczestniczyć w wyborach.

Przyjeżdża wojsko oraz policja w opancerzonych wozach. Pada decyzja: każdy kto chce, zdąży oddać głos, komisje będą pracować tak długo jak będzie taka potrzeba. Wozy potrzebne są do oświetlenia okolicy, ponieważ nie ma tam latarni, które ułatwiłyby sprawne dokończenie wyborów.

„Chwila” niecierpliwości. Liczenie głosów rozpoczyna się w momencie zapełnienia pierwszej skrzynki… i trwała jeszcze trzy dni. Jest to przedsięwzięcie oficjalne: w wielu miejscach urny były publicznie otwierane i głośno liczone. Wyniki z poszczególnych okręgów wysyłane są do Komisji Centralnej. Nie podano jeszcze oficjalnych wyników, ale każdy z liderów anonsuje swoje zwycięstwo. Obserwatorzy z UE informują, że wybory odbyły się bez incydentów, które mogłyby zakwestionować rezultat. Obywatele Ghany z radości tańczą na ulicach.

Dzień ogłoszenia wyników. Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Informuje, że żaden z kandydatów nie przekroczył progu 50%, co według konstytucji oznacza konieczność przeprowadzenia drugiej tury.

Kandydaci są niepocieszeni. Rowlings obawia się o nieuczciwość konkurenta. Liderzy obu partii natychmiast rozpoczynają kolejną walkę o głosy. Były dyktator podczas wieców przestrzega wyborców. Według niego zachodzi bardzo duże prawdopodobieństwo kradzieży urn z głosami podczas drugiej tury. Przeczuwa nadchodzące fałszerstwa.

Druga tura i wyborców nie mniej. Podejrzenia okazały się nie bezpodstawne. Wokół komisji wyborczych pojawiają się macho boys, którzy swoją obecnością terroryzują zebranych, wyczekujących na swoją kolej. Wyposażeni w motocykle próbują kilkakrotnie podchodzić do głosowania. Ludzie boją się, że dostaną w zęby od macho boys, albo co gorsza, ukradną urny wypełnione głosami. Natychmiast wezwano służby porządkowe, którzy pilnowali spokoju przeprowadzanych wyborów.

Głosy na bieżąco były podliczane. Obserwatorzy, kandydaci i ich najbliżsi współpracownicy oraz osoby oficjalnie zbierające wyniki zebrani są w jednym pomieszczeniu. W pewnym momencie faksami dochodzą wyniki z tych okręgów, które już zdążyły je wcześniej nadesłać swoje obliczenia. Różnica w podawanych liczbach jest na tyle duża, że zmienia się faworyt. W kwaterze powstaje zamieszanie. Poza tym dochodzą informacje o kolejnych zakłóceniach w głosowaniu, nie tylko za sprawą macho boys.

Następnego dnia Centralny Komitet Wyborczy oznajmia, że znany jest faworyt wygrywający minimalną różnicą oddanych głosów. Jednak ze względu na utrudnienia w pewnym rejonie, tam zostaną one powtórzone i dopiero wówczas wyniki zostaną oficjalnie przedstawione.

I tak się stało. W wyborach powszechnych w Ghanie w 2008 roku wyłoniono zwycięzcę.

Co mnie poruszyło? Zaangażowanie społeczeństwa w uczestnictwie w wyborach, zdumiewająca frekwencja (nie podano ilości, ale sądząc po ilości zgromadzonych i godzinnych wyczekiwaniach na swoją kolej, mają się czym pochwalić) oraz optymizm, jaki temu wszystkiemu towarzyszy. Uśmiech wynika z nadziei na lepsze jutro i demagogii, jaką serwują kandydaci na prezydenta. Ale dlaczego im nie wierzyć? W kwestii demokracji to właśnie Ghana jest Afrykańskim krajem godnym naśladowania na swoim kontynencie. A mówią, że w biedzie demokracja nie ma racji bytu.. Proszę, oto miła niespodzianka.

.

ovh